Cześć! Z tej strony Dorota Traczyk, a Ty słuchasz podcastu „O rozsądnym podejściu do zdrowego odżywiania”. Dieta? To tylko dieta. Zapraszam na dzisiejszy odcinek z serii w krzywym zwierciadle poświęconej zaburzeniom odżywiania.
Napadowe objadanie się, wilczy głód, ekstremalny głód – czym różnią się te pojęcia i jak z tym walczyć? Jak poradzić sobie z napadowym objadaniem się? Co zrobić, aby wieczorami nie napadać na lodówkę i nie zjadać wszystkiego na raz? Albo myśleć cały dzień o jedzeniu i dopiero wieczorem czy w weekend dać sobie dyspensę? A jak już zjemy jedną rzecz to dlaczego nie zjeść reszty? Bo w sumie i tak już zawaliłam. Jeżeli nie poszłam na trening, to dlaczego mam się nie objeść? Przecież i tak już zawaliłam. Pokazałam, że do niczego się nie nadaję w tym aspekcie. I tak już jestem dzisiaj słaba.
Dzisiaj chciałabym pomówić o napadach stricte objadania, ponieważ ostatni odcinek skłonił mnie do tego, że za mało poruszyłam kwestii dietetycznej, przez to pojawiły się komentarze, na które chciałabym odpowiedzieć. Dlatego, bo te pojęcia czasami są mylone. W ostatnim odcinku mówiłam o ekstremalnym głodzie, czyli o wilczym głodzie, który pojawia się w konsekwencji wychodzenia z zaburzeń odżywiania – konsekwencji niedożywienia energetycznego, długotrwałego. Polega to na tym, że chce nam się jeść i jeść, nawet jak już jesteśmy pełni to i tak chce nam się jeść. Po prostu musimy realizować potrzeby energetyczne, aby to uspokoić. Myślę, że każdy kto tego doświadczył – czyli zaczął wychodzić z zaburzeń odżywiania i nagle dostarczył sobie większej ilości energii, odpalił mu się drugi, trzeci, czwarty żołądek – wie doskonale o czym mówię.
Natomiast dzisiejszym tematem jest napadowe objadanie się. Ten temat dotyczy także osoby, które nie mają stricte zaburzeń odżywiania, nie muszą mieć anoreksji, bulimii. Ten temat właściwie dotyczy ludzi z każdej grupy, każdego, kto kiedykolwiek przeszedł na jakąkolwiek dietę lub diety nigdy nie zbilansował. Napadowe objadanie się wygląda tak, że przez jakiś czas trzymamy się restrykcji, trzymamy się zasad, które ustaliliśmy czy ktoś nam ustalił, jakiejś diety, eliminacji, wyborów typu – nie jem na przykład słodyczy, pszennego pieczywa, tego czy tamtego.
Trzymamy się dosyć rygorystycznych zasad i im bardziej są restrykcyjne, tym zazwyczaj szybciej prowadzi to do napadów.
Czym są napady?
Tym, że jemy na przykład jedną rzecz, która jest zakazana w naszym słowniku i zaczynamy stwierdzać, że: skoro już zjadłem tą rzecz, to w sumie trudno, zjem sobie jeszcze raz, jeszcze i jeszcze. Jest też inny schemat, czyli: dzisiaj nie zrobiłam treningu, mimo że chciałem zrobić i co? No już i tak jest dzień stracony, więc mogę sobie pozwolić na to wszystko. Tutaj chodzi o jakość pożywiania, czyli o to, czy są to słodycze, które wykluczamy, czy produkty, które uważamy, że są niezdrowe i nie powinniśmy ich jeść, bo na przykład prowadzą do tycia. Ale też dotyczy to ilości, czyli zakładamy sobie, że jemy x kalorii przez jakiś czas i w momencie, kiedy przekroczymy te wartości, bo mieliśmy ochotę, bo tego dnia byliśmy dużo bardziej głodni, bo być może zbyt długo staraliśmy się utrzymać restrykcję. Albo to, co bardzo często zauważam u osób, które się do mnie zgłaszają – to jest chyba najczęstszy schemat – czyli kiedyś schudli dosyć dużo i nigdy nie wyszli prawidłowo z diety, czyli starają się utrzymać dietę, którą stosowali podczas redukcji albo bazować na niej jako na takim codziennym jadłospisie i zdarza im się, że wieczorem zaczynają się objadać. Albo wieczorem pękają i zaczynają jeść różne, przeróżne rzeczy. Albo trzymają się w ryzach, wybierają zawsze produkty zdrowe, które są dozwolone na ich diecie, bardzo sycące, aby apetyt zagłuszyć. Natomiast schemat powtarza się non stop, czyli ciągle wracają do objadania się.
Co zrobić w takiej sytuacji?
Napady objadania zdarzają się u osób aktywnych fizycznie i u osób nieaktywnych fizycznie. Zdarzają się u osób, którzy dużo schudli, ale i u osób, które teraz chcą schudnąć i u wielu grup ludzi – natomiast napady objadania zdarzają się też w bulimii. Jednak bardzo dużo osób, które cierpią na zaburzenia odżywiania, na anoreksję lub bulimię długotrwałą, myli napadowe objadanie się z wilczym głodem, ponieważ ten głód stara się uciszyć. Czyli zablokować potrzeby organizmu. Dzisiaj chciałabym mówić o tym, kiedy nie czujemy, że mamy anoreksję, bulimię, nie mamy objawów, nie jesteśmy sklasyfikowani jako chorzy. Natomiast objadanie się u nas występuje.
Co zrobić w momencie, kiedy mamy napady na duże ilości jedzenia, którego nie chcemy jeść? Co mamy zrobić? Jestem uzależniona od słodyczy, jak już zaczynam jeść, to nie mogę się od nich odkleić i wtedy zjadam wszystko w ilości hurtowej. Naprawdę napady mogą wyglądać tak, że niektóre osoby są w stanie zjeść 1000 kalorii, niektóre 2000, niektóre 3000, niektóre nawet 5000. Niektórzy klasyfikują u siebie napady, jeżeli zjedzą trochę więcej niż by chcieli. To bym chciała odróżnić, bo zjedzenie trochę więcej, niż byśmy chcieli, to nie oznacza, że to jest napad. To znaczy, że nasz organizm prosi nas: daj mi więcej jedzenia, ja chcę więcej, nie chcę już takiej restrykcji, jaką miałem. Bo też często przychodzą do mnie osoby, które mówią: ja się napadowo objadam, a ja mówię pokaż mi jak to wygląda i ona mówi, że: może nie ma tak wielkich napadów, jak inne dziewczyny, ale zobacz jakie ja jem wielkie porcje i po tej porcji mam ochotę jeszcze dojeść. I ja mówię, że to nie jest napadowe objadanie się, po prostu jesz trochę za mało w ciągu dnia, więc Twój organizm Cię prosi: no daj mi więcej, no ile możesz trzymać restrykcję, ja po prostu potrzebuję więcej jedzenia – nic takiego.
Ale jeżeli już chodzi o takie duże napady, to mam obserwacje i nie chcę absolutnie, aby ktokolwiek źle to odebrał, natomiast we współpracy z osobami, które mają silne napady objadania, ja zawsze mówię na początku: wiesz co? Nie będzie tak trudno, będzie Ci trudno po prostu zaakceptować, że cały Twój jadłospis musimy trochę przearanżować i zacząć dostarczać więcej jedzenia w poszczególnych posiłkach.
Napady na naprawdę duże ilości jedzenia wynikają z tego, że staramy się mocno kontrolować dietę
Zazwyczaj po takim napadzie pojawiają się wyrzuty sumienia, więc znowu ucinam kalorie i znowu czuję, że mam straszne wyrzuty sumienia, w związku z czym teraz już się zaprę i na pewno mi się uda. Ja może nie miałam takich olbrzymich napadów u siebie, natomiast miałam sytuację, gdzie potrafiłam zjeść naprawdę dużo na jeden posiłek. Oczywiście wiązało się u mnie to z tym, że blokowałam wilczy apetyt, ekstremalny głód, który później zrekompensowałam. Natomiast ja doskonale rozumiem to uczucie, kiedy zaczniemy jeść i nie możemy się powstrzymać przed jedzeniem dalej. Czujemy się w brzuchu strasznie najedzeni i ten brzuch jest już wielki, my nie możemy nadal przestać jeść, bo nie czujemy w ogóle satysfakcji z posiłku. Absolutnie to rozumiem i jednocześnie widziałam już zbyt wiele przypadków – w momencie kiedy zaczęliśmy regulować dietę, doprowadzać ją do porządku, do zapotrzebowania energetycznego i przemieniać nieco nawyki żywieniowe na co dzień – żebym nie mogła uwierzyć, że tego nie da się zrobić. Bo da się zrobić i w przypadkach, z którymi ja się spotykałam, działało właściwie za każdym razem.
Myślę, że czasami warto jest zaufać diecie i temu, czego nasz organizm naprawdę potrzebuje, bo napady często kojarzymy z jedzeniem emocjonalnym. Często słyszę takie rzeczy, że: staraj się teraz stosować meal food eating. Ja już nie raz o tym mówiłam, ale to polega na tym, że połóż jedzenie przed sobą i każdy kęs przeżuwaj 10 tysięcy razy, aż zrobi się z niego płyn i wtedy możesz go połknąć. Tylko że to nie działa, kiedy jemy za mało. Te metody nie działają. One może na chwilę działają, dają poczucie, że teraz jesteśmy silniejsi i musimy się jeszcze bardziej zaprzeć, żeby dietę przetrwać. Zwłaszcza teraz: przecież miałem napad, jestem beznadziejny, źle się czuję i dalej wchodzimy w to. Włączamy restrykcję, znowu jemy za mało. Posiłki są nieadekwatne do naszego zapotrzebowania i znowu po pewnym czasie zdarza się napad. I napady z czasem mogą robić się coraz większe.
Napady zazwyczaj są kwestią niedobrze zbilansowanej diety.
Naprawdę polecam Wam udać się do dietetyka. Ja też takie konsultacje prowadzę, pomagam taką dietę wyregulować. Musicie się odważyć, żeby wyjść z redukcji na chwilę, nawet jeżeli nie macie anoreksji, bulimii czy stwierdzonych zaburzeń odżywiania, nie czujecie, że macie – tylko macie problem z tym, że się objadacie. Zaburzenia napadowego objadania się można sklasyfikować jako jednostkę chorobową. Natomiast spróbujcie zacząć od diety.
Krótka historia mojej podopiecznej
Miałam jedną podopieczną, która powiedziała: cierpię na napadowe objadanie się od 15 lat. Zaczęłam jak byłam bardzo młoda i nie mogę sobie poradzić z tym, że mam straszne napady objadania się. Cały czas nie akceptuję swojej sylwetki, natomiast doszłam do takiego punktu, że wiem, że muszę to zmienić, bo czuję się fatalnie. Może nie uwierzycie, ja też byłam w szoku, natomiast powiedziałam tej dziewczynie to, co Wam teraz mówię. Jak mogłam jej dietę wyrównać, nauczyć ją jeść tyle, ile ona faktycznie potrzebuje i chce. Efekt był właściwie taki, jak się spodziewałam. Natomiast przyszedł dużo szybciej niż się spodziewałam, ponieważ po miesiącu ona powiedziała: może moje podejście do swojego ciała nie jest idealne, ale czuję, że sylwetka trochę lepiej wygląda. Nie miałam napadów objadania od kiedy zaczęłam z Tobą współpracować i jestem w szoku, jak dieta może zmienić całą sytuację, ponieważ ja myślałam, że jestem chora, mam coś z emocjami, nie panuję nad tym, mam silnie wykształcone emocjonalne jedzenie. I to jest historia, którą ja słyszę non stop. Słyszę ciągle o tym, że ktoś myśli, że cierpi na emocjonalne jedzenie i ja sama też tak myślałam. Natomiast w większości to jest jednak dieta, nieodpowiednia ilość energii, źle zbilansowana dieta, bo tutaj liczą się węglowodany, białka, tłuszcze. Nie można tego wykluczać. Zalecenia WHO, Instytucji Żywności Żywienia nie są wyssane z palca, my naprawdę potrzebujemy każdego makroskładnika.
Także z takim przesłaniem zostawiam Was na dzisiaj. W linku w opisie znajdziecie linki do współpracy ze mną. Być może ktoś z Was potrzebuje konsultacji – ja jestem na to absolutnie otwarta, z resztą bardzo cenię konsultację, bo one też mi dają bardzo dużą perspektywę, każdy przypadek jest nieco inny. Natomiast wiele łączy podobne schematy, jeżeli macie ochotę – zerkajcie do innych odcinków i jeszcze jedno na koniec, co myślę że jest bardzo istotne.
Bardzo wiele osób w trakcie podejmowania decyzji czy ja chcę spróbować coś zmienić z dietą, w toku wychodzenia z napadowego objadania się czy nie – ma przed sobą do podjęcia jedną ważną decyzję: czy ja jestem w stanie zacząć jeść więcej i inne posiłki? Nie chodzi o to, żebyśmy od razu przechodzili na surplus energetyczny, bo nie jest to zazwyczaj potrzebne. Chyba, że cierpimy na anoreksję lub inne restrykcyjne zaburzenia odżywiania. Natomiast zazwyczaj pojawia się wtedy pytanie: Czy ja wtedy przytyję? Bo ja nie chcę przytyć, ja cały czas się staram schudnąć i co ja mam zrobić? Ja mówię wtedy, że prawdopodobnie nie przytyjesz, bo wszystkie kalorie z napadów rozłożymy na to, co mamy w tygodniu. Czyli zazwyczaj dieta osoby z napadami wygląda w ten sposób: mało kalorii, mało kalorii, mało kalorii, mało kalorii, dużo kalorii, bardzo mało kalorii, mało kalorii, mało kalorii, dużo kalorii. Nam chodzi o to, żeby to ujednolicić, żeby codzienna wartość kaloryczna stała się średnią. Nawet podobną, którą do tej pory stosowaliśmy, jednocześnie zwracając uwagę na to, żeby pracować nad zmianą elastyczności i podejścia do produktów, czyli włączać różne produkty, których się boimy, które wywołują w nas napięcie i powodują lawinę napadową, czyli jak już zjemy kawałek czekolady, to już musimy zjeść czekoladę, ciastka, wafelki i wszystko co mamy w zasięgu wzroku, ręki i mieszkania. Chodzi o to, żeby pracować zarówno nad wyrównywaniem kaloryczności diety i nad elastycznością – elastycznym podejściem do diety. W związku z czym nie ma się co martwić, że przytyjesz, bo jeżeli cierpisz na napadowe objadanie się to prawdopodobnie bardzo cierpisz i bardzo nie możesz sobie z tym poradzić. Czujesz, że nie masz nad tym kontroli, że Twoje ciało Cię nie słucha, że jesteś w tym słaby, a nie o to chodzi. Możesz zobaczyć, odkryć, że jesteś w stanie jeść normalnie, natomiast musisz się otworzyć na pewną zmianę. To jest bardzo fajny temat, bardzo lubię obserwować zmiany tych osób, bo odzyskanie wiary w to, że faktycznie nie do końca chodzi o nasze emocje, tylko o to, że cały czas staramy się ograniczać na co dzień, jest dużym odkryciem i pomaga nam. Jeżeli raz się tego nauczymy, to już się nie cofniemy. Warto zainwestować w to trochę czasu, odwagi i zobaczyć, że nie musimy się objadać. Wszystkie techniki modlenia się nad jedzeniem, rozkminianie jedzenia, smakowanie 1000 razy jednego kęsa, to po prostu o kant dupy rozbić – za przeproszeniem. Tutaj chodzi o to, żeby uregulować dietę i żeby ona wyglądała normalnie. I to na tyle dzisiaj. Dzięki Wam śliczne. Trzymajcie się. Pa!
Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu „To tylko dieta”. Mam nadzieję, że znalazłeś w nim coś dla siebie. Jeśli tak, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi. Informacje i linki do audycji znajdziesz w opisie odcinka. Jeśli masz pytania, po prostu napisz podcast@dieta-sportowca.pl
Życzę Ci wspaniałego dnia i do usłyszenia. Pa!
0 Komentarzy