Dorota: Daria, bardzo mi miło gościć Cię w moim podcaście, zwłaszcza dlatego, że znamy się już wiele lat i właściwie wyszło to bardzo spontanicznie, że postanowiłyśmy nagrać ten odcinek, bo tym razem ja goszczę u Ciebie, a przy okazji Ty możesz zagościć u mnie, ponieważ też masz przeszłość związaną z zaburzeniami odżywiania. I jeszcze na początek powiem, że poznałyśmy się w czasie końcówki swoich zaburzeń odżywiania i podejrzewam, że to wszystko nas do siebie zbliżyło, bo prywatnie się przyjaźnimy, można tak powiedzieć, prawda?
Daria: Tak, oczywiście. Ja Ci bardzo dziękuję za to zaproszenie i dla mnie to będzie taka miła odmiana, że tym razem będę mówić o sobie. Też mam przeszłość związaną z zaburzeniami odżywiania i bardzo chętnie się tym podzielę, bo myślę, że wysłuchanie dla kogoś, kto faktycznie aktualnie zmaga się z zaburzeniami odżywiania, to jest dodatkowa nadzieja do takiej skrzyneczki z tym, że mamy nadzieję, że w końcu może nam się uda tego pozbyć.
Dorota: Tak, nadzieja i inspiracja, wynikająca z tego, że znajdujemy w innych historiach swoje historie, prawda?
Daria: Dokładnie. I orientujemy się, że nie jesteśmy „wyjątkowi” w naszych dziwactwach, nie? Ale potem się okazuje, że tak robi większość tych osób i to jest takie, że: skoro ktoś tak robił i jemu się udało, to może i mi też się uda.
Dorota: Ok, zacznijmy od tego, jak pojawiły się u Ciebie zaburzenia odżywiania? Kiedy to było? Ile to lat trwało? Czy pamiętasz ten moment, w którym one zaczęły się ujawniać w Twoim życiu?
Daria: Tak. U mnie się to dość późno zaczęło, tak jak obserwuję historie ludzi, którzy przez takie zaburzenia przechodziły, bo pojawiło się to na początku studiów. To był 2-3 rok studiów, czyli można powiedzieć, że miałam 21-22 lata. Jeszcze wtedy nie studiowałam dietetyki, bo najpierw studiowałam fizjoterapię i to właśnie mi się zaczęło na drugim roku fizjoterapii. Tak po latach analizując, jak to się stało, że ja nagle zaczęłam zwracać uwagę na masę ciała, doszłam do wniosku, że w pewnym momencie stało się tak, że w moim życiu były tylko studia. Bo nowe miasto, bo wyjechałam do Poznania z Płocka, nowi znajomi, niewiele osób ode mnie z miasta, nawet trochę inna mentalność, bo nie znałam ludzi, tematów o których rozmawiali – ci co byli z Poznania i okolic. Na początku nie robiłam tam nic poza studiami, a ja przez większość mojego życia byłam w drużynach sportowych. Całe swoje życie szkolne grałam w koszykówkę, jeździliśmy na zawody międzymiastowe, czasem za granicę, później tańczyłam i też jeździliśmy na zawody. W pewnym momencie były mistrzostwa Polski, mistrzostwa Europy, więc ja tym żyłam. Dla mnie szkoła była ok, ale zawsze byłam w drużynie, czyli to poczucie przynależności – wydaję mi się, że ono było w moim życiu bardzo ważne – bo zawsze tworzyłam drużynę, dążyłyśmy do czegoś. Zawsze byłam raczej umięśniona. Później, jak tańczyłyśmy, to wiadomo, że miałyśmy odkryte brzuchy w tych strojach i nie zwracałam na to uwagi. Byłam zawsze szczupła, ale to był taki raczej rozmiar 38 niż 34, ciało było nabite, takie ujędrnione, bo sportowe, było zdrowe – można powiedzieć. I nigdy nie zwracałam na to uwagi, że chcę ważyć jeszcze mniej.
Dorota: No właśnie. I co się stało?
Daria: Wydaję mi się, że w momencie kiedy straciłam poczucie przynależności, wszystko było dla mnie nowe. I wtedy stwierdziłam, że: a schudnę sobie z 2 kg. Nie mam pojęcia dlaczego. Nie pamiętam zupełnie skąd mi się to urodziło. Ale jak po latach sobie to analizowałam, to stwierdziłam, że chciałam się na tym skupić, bo być może definiowałam siebie przez tę drużynę. Nagle straciłam siebie przez to, że przestałyśmy tańczyć, bo byłyśmy już trochę za stare „na emeryturze tanecznej”, więc stwierdziłam, że może to była ta kwestia. Jak wyjechałam na studia, zaczęłam sama gotować. W pierwszym roku jadłam na zmianę spaghetti z sosem z torebki z naleśnikami, bo to były rzeczy, które umiałam najbardziej robić. Nauczona, że to lubiłam najbardziej jeść w domu, jak była okazja. No więc robiłam sobie tylko to i faktycznie to ciało, przez brak regularnych treningów, zaczęło wyglądać trochę bardziej na takie miękkie niż takie jędrne jak przez lata uprawiania sportu. Więc wydaję mi się, że to wszystko się połączyło. I tak sobie mówię ok, bo nagle ważąc się sporadycznie, ważyłam chyba 62 kg i przytyłam do 64 kg. Zawsze ważyłam sporo, bo miałam dużo masy mięśniowej.
Dorota: Mięśnie ważą dużo, nie? Nie ukrywajmy.
Daria: Tak. To był rozmiar taki standardowy. Zdrowo wyglądałam. I potem zobaczyłam, że z 2 kg chcę schudnąć, potem okazało się, że to było tak fajnie, że co wchodzę na wagę, to jest kilogram mniej, kilogram mniej. Był początek roku i nagle stwierdziłam, że do moich urodzin, końca marca się nie ważę, tylko po prostu jem bardzo mało i dużo ćwiczę.
Dorota: Ekstra pomysł.
Daria: Tak, to było chyba na zasadzie – jadłam mniej, liczyłam kalorie, a to popijanie wodą, żeby nie czuć głodu, takie typowe. Dodatkowo bardzo dużo ćwiczyłam, pamiętam, że chodziłam na aerobik, a to biegałam. Robiłam wszystko, żeby był jak największy deficyt. To był też moment, kiedy zaczęłam się interesować dietą na zasadzie – czytałam o tym więcej. To spowodowało między innymi, że poszłam później na studia dietetyczne. Z mojego doświadczenia większość dziewczyn miała jakieś przejścia przez zaburzenia odżywiania albo znały kogoś, kto miał. Więc na pewno to był pierwszy moment na fizjoterapii, że się zaczęłam tym interesować. I jak zobaczyłam po tych 2-3 miesiącach, że spadło mi dużo więcej, bo kilkanaście kg zamiast 2-3 i okazało się, że to w sumie jest fajne, takie chyba kontrolowanie tego.
Dorota: Myślę, że zawsze ujawnia się gdzieś po drodze potrzeba kontroli i to jest właściwie coś, co słyszę regularnie od każdej mojej podopiecznej – że ona po prostu lubi kontrolować to, co się dzieje. Ja sama prywatnie też to miałam, że kontrola zawsze się przewijała, non stop. Kontrolowanie tego, co potrafimy kontrolować i widzimy, że mamy na to wpływ, czyli nasze ciało, aktywność fizyczna, wybory żywieniowe czy wykluczanie czegoś, czy nie. Wpadanie w jakieś ciekawe schematy, prawda? Pamiętam, jak rozmawiałyśmy kiedyś prywatnie i Ty mówiłaś, że miałaś taki swój schemat, pamiętam, że one się gdzieś tam bardzo zbliżały ze sobą. Wydaję mi się, że dużo dziewczyn miało coś podobnego, ale to był schemat taki jedzenia, że zawsze serek wiejski, tutaj coś tam.
Daria: Tak. Stałe posiłki. Najbardziej chyba pamiętam obiad. Często jadłam łososia na obiad, oczywiście nie codziennie. Nie pamiętam co było na zmianę, ale zapadł mi w pamięć ten łosoś. Łososia zawsze się kupuje z takich dwóch dzwonków złożonych – to zawsze jadłam pół tego dzwonka, do tego więcej brokuł i coś jeszcze. To miało mieć określoną ilość kalorii, zawsze na karteczce spisywałam ile mam jeść kalorii na cały dzień. Zapijałam od razu herbatą, żebym była najedzona i nie pamiętam ile jadłam wtedy posiłków. Wiem, że jak jeździliśmy na fizjoterapię pod Poznań do różnych szpitali na zajęcia to pamiętam, że musiałam zawsze o konkretnej godzinie zjeść. Wiem, że zawsze na 2 śniadanie było jabłko.
Dorota: Strasznie to ograniczające życiu.
Daria: Tak. Na pewno był serek wiejski, jedna kromka chleba czarnego, grubo zmielonego.
Dorota: W każdym razie było to mało, schematycznie i zawsze musiały być o konkretnych porach.
Daria: I takie czyste jedzenie, czyli takie, żeby absolutnie bez długiego składu. Jakiś serek, twaróg, jakieś może jajka. Oczywiście byłam też w takim etapie, że im mniej tłuszczu, tym lepiej i absolutnie tego tłuszczu nie miało być za bardzo. Wydaję mi się, że chyba było 4 albo 5 posiłków.
Dorota: Dobra, a powiedz mi, bo opisałaś swoją dietę, powiedziałaś, że to było dosyć ciężkie jakby patrzeć z perspektywy zdrowej osoby, że zawsze posiłki muszą być o danej porze, zawsze musi być to wszystko ustalone, tak jak miało być, bo inaczej jest dyskomfort – wiadomo. Ale czy przychodzą Ci na myśl jakieś wspomnienia, które szczególnie teraz wspominasz w sposób negatywny, ale jest też Ci smutno, przez to co było wcześniej? Jakieś najcięższe wspomnienia z tego okresu, może tej perspektywy obecnej?
Daria: Na pewno jak sobie pomyślę o takich kwestiach, że to się wszystko kręciło dookoła tego, że patrzysz na ludzi, którzy są szczupli i wyglądają normalnie, jedzą wszystko, dobrze się przy tym bawią, idą na pizzę, później jedzą coś innego i mają to gdzieś. Nie skupiają się na tym, a dla Ciebie jest to najważniejsze. Ty patrzysz na nich, obserwujesz i myślisz: o Boże, zazdroszczę Ci, a z drugiej strony: jak Ty możesz to robić?
Dorota: No właśnie, chciałam Cię się zapytać, jakie Ty masz podejście? Bo ostatnio rozmawiałam o tym z Izą, a jeszcze poprzednio z Karoliną i każda ma trochę inne podejście. Czyli niekiedy czuje się taką wyższość nad innymi – zwłaszcza w tym pierwszym stanie zaburzeń odżywiania – a z drugiej strony jest to, że zaczynamy widzieć, że trochę tracimy tego życia przy okazji. I jak to było u Ciebie? Bo zmiksowałaś to trochę.
Daria: Właśnie to musiał być jakiś mix. Wydaję mi się, że poczucie wyższości przez chwilę było u mnie, jak byłam na diecie wegańskiej. To wtedy było poczucie wyższości, bo wydawało mi się, że to jest wszystko takie zerojedynkowe. To jest zupełnie inny temat, temat ideologii – jakby nie jedzenia mięsa czy jedzenia – tylko ideologii. To chyba wtedy, ale ciężko mi powiedzieć, bo to jest takie jednak uczucie, że: ja nie mogę tego zrobić, że ja Wam zazdroszczę, ale ja tak nie mogę, bo to też było na pewno takim punktem zwrotnym, ale to też wszystko się opierało na tym, że: ja chcę tak, jak Wy, że chciałabym tak, ale nie mogę.
Dorota: A co czułaś, że ja nie mogę dlatego, bo ja nie powinnam tak dużo jeść? W jaki sposób stawiałaś sobie te granice?
Daria: Wiesz co, nie wiem, bo ja nigdy nie byłam osobą, która miała tendencję do tycia. Nie miałam nadwagi wtedy absolutnie, więc ciężko powiedzieć tak naprawdę. Ja dobrze nie pamiętam takiego uczucia, na ile to była kontrola, że sobie zabraniam, żeby sobie zabraniać. To była potrzeba kontroli i jakoś ją tak wiąże z potrzebą przynależności wtedy.
Dorota: Dodawało Ci to jakąś siłę wtedy podejrzewam.
Daria: Na pewno wiem, że to była obsesja na życie w takiej czystości.
Dorota: Tak ortoreksyjnie.
Daria: Tak. Pamiętam taki obraz, jak poszłam do znajomych ze studiów fizjoterapeutycznych na jakieś spotkanie, imprezę – powiedzmy domówkę – i ja bardzo zwracałam uwagę na to, żeby wino rozcieńczać z wodą, a jeżeli piłam wódkę, to popijałam ją z sokiem pomidorowym, żeby mniej kalorii. Wszystko było wyliczone – wszystko było dookoła tego. Nie pamiętam czy ja czułam wyższość wtedy nad tym.
Dorota: Czyli po prostu byłaś skoncentrowana na swoim, że Ty masz coś do zrealizowania?
Daria: Myślę, że tak. Ale nie wykluczam, że też mogło tak nie być przez jakiś czas. Wydaję mi się, że to był mix.
Dorota: Dobra. Teraz chciałabym Ci zadać pytanie – bo znam troszeczkę Twoją historię – na temat tego, że u Ciebie na początku były takie skłonności anoreksyjno-ortoreksyjne, ale później coś się zaczęło zmieniać. I czy pamiętasz ten pierwszy moment, w którym zaczęło się to odwracać i stwierdziłaś, że anoreksja, ortoreksja to nie jest właściwa droga? Czy to wynikało z tego, że na przykład czułaś się zmęczona? Jak u Ciebie to było?
Daria: Zmęczenie też na pewno było, obserwacja bliskich, którzy wydawali się dość bezradni w tym.
Dorota: To jest chyba bardzo ciężkie, nie?
Daria: Tak, bo widziałam jak bardzo nie potrafią o tym ze mną rozmawiać. Z drugiej strony też jest im ciężko, ale kończy się to kłótniami, bo wymyślasz z jedzeniem. Ludzie, którzy nie są psychologami, to nie bardzo umieją rozmawiać z takimi osobami, nie?
Dorota: No tak. Z drugiej strony osoba, która ma zaburzenia odżywiania, nigdy nie da sobie powiedzieć, że nie jest ok, że: to jest przecież zdrowe odżywianie, o co Ci chodzi? Ja przecież zdrowo jem.
Daria: No właśnie o to chodzi, więc była raczej ciężka obserwacja, ale pamiętam taki pierwszy punkt zwrotny. To był moment, kiedy poszłam gościnnie na zajęcia do moich dziewczyn, które też tańczyły i stałyśmy wszystkie przed lustrem, bo tańczyłyśmy. Koleżanka z gimnazjum, jak mnie spotkała gdzieś w galerii, to pierwsze co mnie zapytała, to: czy ja jestem chora na jakąś poważną chorobę – z takim przerażeniem, bo wyglądałam już bardzo niezdrowo i wtedy wszyscy dookoła widzieli, że coś jest nie tak. Poszłam na te zajęcia i jak stałyśmy przed lustrem, to pamiętam do dziś taki przebłysk, że ja odchudzając się z tą pierwszą myślą, chciałam mieć płaski brzuch, tak jak dziewczyny miały. Było tam kilka dziewczyn, które miały genetyczne sylwetki, bo miały genetycznie inne budowy ciała. Ustałam obok nich jak tańczyłyśmy, byłyśmy zwrócone do lustra i zobaczyłam, że one są takie jak były, a ja jestem już od nich z 20 kilogramów chudsza, ale dalej nie wyglądam tak jak one. I wtedy zrozumiałam, że nie o to chyba chodziło, nie? Teraz już wiem, że powinnam zacząć ćwiczyć siłowo, troszeczkę więcej tego sportu na początku studiów. Wtedy wracałam spacerem z moją mamą z tego treningu i miałam taki przebłysk, że czuję, że to jest ten moment, że ja chcę zacząć normalnie. Nie pamiętam, co się działo później, na ile ja zaczęłam normalnie jeść, na ile nie. Na pewno kwestia jedzenia „czysto” towarzyszyła mi na długo. Kojarzy mi się, że próbowałam jeść coś więcej. Nie pamiętam dokładnie.
Dorota: Szkoda, bo bym Cię bardziej podpytała czy to było trudne na początku, czy to był taki dzień, który wszystko przełamał i stwierdziłaś: dobra, to zaczynam jeść więcej, czy łapałaś się na tym, że w momencie, kiedy chciałaś już z tego wyjść, pojawiały się kolejne przeszkody. Bo bardzo często tak jest, że mamy dużo nieuświadomionych blokad.
Daria: No pewnie tak. Po drodze, od tamtego momentu, wydarzyło się jeszcze tyle rzeczy w moim życiu, które były związane w większości z zaburzeniami odżywiania, ale też nie tylko. Kwestia tej mojej wegańskiej historii jest mocną, ciężką częścią.
Dorota: Która też przyczyniła się do tego, co było później.
Daria: Był taki moment, że czułam się dumna, że sobie pozwalałam na coś więcej. To na pewno pojawiało się.
Dorota: Czyli czułaś dumę? To jest super. To jest świetne. To jest niesamowite. Mówię o tym dlatego, bo wiele dziewczyn mimo wszystko czuje raczej, że nie zawsze jest tak, jak Ty masz. Tylko że w momencie, kiedy bardzo chcemy to przełamać i zacząć jeść więcej, zacząć wychodzić z zaburzeń odżywiania, to zaczyna się pojawiać dużo przeszkód, które to nam uniemożliwiają i między innymi jest to wstyd jedzenia więcej. Nie duma, tylko wręcz coś totalnie przeciwnego. Czyli wstydzisz się, bo uważasz, że nie powinieneś jeść, bo Twój mózg jest jeszcze przyzwyczajony do tego, że Ci nie pozwalał. U Ciebie było inaczej. To jest niesamowite i naprawdę myślę, że było to pomocne.
Daria: Tak, tylko ciężko mi jest sobie przypomnieć, na ile to było takie czyste, że zawsze byłam dumna. Bo mi się tylko kojarzy, że to były jakieś pojedyncze rzeczy. Później poszłam na dietetykę, więc była to bardziej ortoreksja i zwracanie uwagi, że wszystko powinno być idealne, czyste. Zaczęłam studiować dietetykę. Później stwierdziłam, że ja muszę zrobić coś z tym ciałem, żeby zrobić rekompozycję, odbudować moje mięśnie. Całe życie trenowałam taniec, koszykówkę, bieganie. Całe życie sport, masy mięśniowej było sporo, ja bardzo dużo tego straciłam, moje ciało zaczęło dawać takie fizyczne objawy.
Dorota: No właśnie ja chciałam się zapytać, czy pamiętasz jakieś objawy fizyczne albo psychiczne niedożywienia, bo mimo wszystko byłaś w niedożywieniu przez ile?
Daria: Tego już nie pamiętam, ale głodzenie się na takich bardzo niskich kaloriach to może z półtora roku, może dłużej, bo to później z ewoluowało. To pewnie było pół roku, półtora roku, ale później to i tak trwało dalej, więc nie liczyłam tego.
Dorota: Nie stwierdziłaś, że to rzucasz. Przestałaś liczyć i stwierdziłaś, że coś zmienisz w diecie, ale dalej pod kontrolą, podejrzewam.
Daria: Tak, ale z fizycznych objawów – to bardzo mocno pamiętam – że zaczęły mi się problemy z odcinkiem piersiowym kręgosłupa, czyli z mojej diagnozy trenersko-fizjoterapeutycznej wydaję mi się, że nic nie robiłam z mięśniami, rozciągającymi łopatki i tak dalej. Pozycja była taka zamknięta, zgarbiona. I na pewno miałam duży ból w odcinku piersiowym kręgosłupa, bo wydaję mi się, że mięśnie nie trzymały tego, co powinny. To, co bardzo mocno pamiętam, to ogromne problemy z napinaniem się mięśni w pośladkach. Potem zrozumiałam dlaczego – jak leżałam na boku, to noga mi się zapadała. Dopiero jak to odkryłam, zaczęłam sobie wkładać poduszkę między nogi. Bo oczywiście też kolan – ból kolan, bo jak się stykały to sama kość – zaczęłam sobie wkładać poduszkę i wtedy nogi były ustawione równolegle. Bo normalnie było tak, że noga się zapadała i ten pośladek się wypinał.
Dorota: To jest niesamowite, bardzo mnie teraz zaskoczyłaś, ja nie wiedziałam.
Daria: Jak zaczęłam wkładać poduszkę, pracować nad rozluźnieniem mięśni, to już było trochę lepiej i pamiętam, że wtedy jak chciałam zrobić rekompozycję, jeździłam do trenera pod Poznań. Jak jeździłam dużo komunikacją miejską, a tam były sztywne siedzenia, z twardymi poduszeczkami, jak to w komunikacji miejskiej – to był taki ból, jakby kości przebijały mi skórę na pośladkach – to był ból siedzenia, bo czujesz kości jak siedzisz. Bo jak wcześniej miałam mięśnie na pośladkach i później też, to już tego nie było.
Dorota: Tak, ale myślę, że warto też powiedzieć, że w momencie kiedy mięśni za dużo nie ma, bo jest to wygłodzenie, to też mięśnie nie funkcjonują prawidłowo, stuprocentowo, bo jedne są bardziej słabe, drugie mniej i to tworzy później takie rotacje.
Daria: Dużo napięć się robi i wydaję mi się, że przez to, że mięśnie są za słabe, ciało też się inaczej ustawia. Tu jest duży problem, a jednak – umówmy się, osoby które się głodzą, nawet jeżeli dodatkowo ćwiczą – to jest to bardziej katabolizm mięśni.
Dorota: No tak, bo nie mają z czego tych mięśni budować.
Daria: Z fizycznych to chyba najbardziej to. Z psychicznych to chyba nie pamiętam jakiegoś brain fog’a, jakiegoś zamulenia.
Dorota: A jakieś inne skutki? Bo mówisz o kontroli, a bardzo często jest dużo dodatkowych skutków, o których nie myślimy, a są – takich społecznych.
Daria: Pewnie tak, ale właśnie lęk przed wychodzeniem na imprezy, bo nie wiadomo co będzie do jedzenia.
Dorota: A planowanie do przodu? Takie rzeczy też miałaś? Ja wiem, że to jest część zaburzeń odżywiania, niekoniecznie skutki, ale myślę, że warto to powiedzieć, bo też nie chciałabym, żeby wybrzmiało z naszej rozmowy, że to było takie super proste, bo sobie wyszłam i tyle. Bo zazwyczaj tak nie jest i często wypieramy najgorsze rzeczy, które dotyczyły naszej codzienności, bo z tym zmagają się osoby z zaburzeniami odżywiania, z tym co na co dzień mają, nie?
Daria: Jeżeli chodzi Ci o to, że w trakcie to powiedziałyśmy, że to były takie stałe posiłki, więc tu było to zapisywanie na karteczce czy było pół pomidora więcej, czy mniej, obliczanie. Jakiś czas temu znalazłam taką karteczkę, co ja liczyłam. Przede wszystkim co brałam pod uwagę i w ogóle w jaki sposób to liczyłam, więc było planowanie. Ja nie miałam nic więcej w lodówce poza tym co miałam zjeść, nie jadłam gdziekolwiek nic, oczywiście zawsze miałam ze sobą butelkę wody – żeby zapijać, dużo pić, to było ważne. Na pewno też kawa miała znaczenie, żeby zabić głód. U mnie to przeszło w inny rodzaj zaburzeń odżywiania. Ja spotykam na mojej drodze dużo takich osób, którym się wydaje, że miałam zaburzenia odżywiania, a teraz startuje w sportach sylwetkowych i jestem wolna.
Dorota: Czyli tak naprawdę, myślę, że się zgadzamy.
Daria: Przejście z jednej kontroli w drugą kontrolę. Tak, jak zaczęłam mówić, że stwierdziłam, że chodzi o rekompozycję, więc muszę odbudować mięśnie, żeby sylwetka wyglądała szczupło i ładnie. Znalazłam trenera, zaczęłam jeździć do klubu pod Poznań, spodobało mi się to. Ja też w między czasie jak byłam w środku zaburzeń, robiłam kurs na instruktora fitness. Wtedy jeździłam na niego do Warszawy. Czekałam u koleżanki, ale mieszkanie było puste i raz dziennie po tych 8 godzinach trenowania, pozwoliłam sobie na serek Danio waniliowy. I to było na zasadzie: no potrenowałam jednak te 8 godzin, to mogę zjeść coś takiego innego. Tak to miałam stałe posiłki, jakieś owsianki też jadłam i tak dalej. Trochę też to ewoluowało w międzyczasie, ale to było to, że pozwoliłam sobie pod kątem kalorii na taki deser.
Dorota: A powiem Ci z czym mi się to skojarzyło, bo ja też byłam na kursie instruktora fitnessu w trakcie trwania moich zaburzeń. Też trwał 2 tygodnie, też był w Warszawie. W każdym razie ja też mieszkałam wtedy u kolegi i pamiętam, że dla mnie ten cały kurs to była fantastyczna okazja do tego, żeby jeszcze bardziej schudnąć. To już był też moment w mojej karierze zaburzeniowej, że mój organizm już za bardzo mnie nie słuchał, więc pamiętam, że czułam się tragicznie. Nic się nie zmieniło chyba za bardzo. Pamiętam, że miałam taki trigger w postaci jednej dziewczyny, która startowała właśnie w zawodach sylwetkowych i ona chodziła z pojemniczkami i mówi, że je daną ilość kalorii. Ja wtedy szukałam potwierdzenia, że wszyscy jedzą więcej niż ja. Czyli po prostu satysfakcjonowało mnie, kiedy inni jedli więcej niż ja, bo wtedy wiedziałam, że ja mam najgorzej, bo mam najgorszy metabolizm i te wszystkie historie dopisane. Także trochę mi się z tym skojarzyło i pamiętam, że potem jadłam chleb razowy, ale to tylko moje wspomnienie.
Daria: Jak zaczęłaś teraz o tym mówić, to też miałam taki przebłysk jakiejś dumy, że jemy mniej niż wszyscy. Na pewno takie coś było.
Dorota: To jest takie uczucie bezpieczeństwa. To jest bardzo ciekawe.
Daria: Mi się wydaję, że to było trochę dłużej niż sam ten najgorszy moment zaburzeń. Ale wracając do tego trenera – zrobiłam tego instruktora fitness. Trener, który był w tym klubie, był trenerem kulturystyki i poznałam go lepiej. Zaczęliśmy ćwiczyć i robił warsztaty kulturystyczne. Tam przyjechał Marek Olejniczak – może ktoś go będzie kojarzył, on jest znanym polskim kulturystą, wielokrotnie nagradzanym – i oni do mnie mówią we dwóch z Robertem, że ja mam dobre predyspozycje, bo mam dobre nogi i fajnie da się to zbudować. Żebyśmy się przygotowali do zawodów. I tak mi to zaczęło kiełkować w głowie, że całe życie trenowałam, brakowało mi tego to chętnie, element rywalizacji lubię w moim życiu tak naprawdę i mówię: to fajnie. Oczywiście oni nie mieli nic złego na myśli, bo bardzo miło było to od nich usłyszeć i się cieszyłam, że będę mogła coś fajnego zrobić, znowu to poczucie przynależności.
Dorota: I doceniona w innym kontekście.
Daria: Tak, i to uczucie przynależności, że mam swojego trenera. Później okazało się, że trzy dodatkowe dziewczyny startowały ze mną, bo to był pierwszy rok, gdzie było więcej ludzi na zawodach i od tamtego momentu już był taki duży boom.
Dorota: Ok, dobra. Ale skupmy się nie na samych przygotowaniach, bo ja wiem, że wtedy znowu chodziło o to, że znowu była dieta.
Daria: Ja właśnie chciałam powiedzieć, że mi się wydawało, że to super, że znowu to chodzenie, a nie jakieś zaburzenia odżywiania, ambicje wyliczone. To było kwintesencją zaburzeń odżywiania, bo to, że masz wszystko wyliczone. Oczywiście to był taki moment, kiedy pierwszy raz trochę przytyłam, bo mieliśmy 2-3 miesiące anabolizmu, żeby jeść więcej. Wtedy było widać po mojej twarzy, że coś się dzieje, aczkolwiek nie było to już dla mnie łatwe, ale widziałam, że to ma swój cel, że za chwilę będę redukować. Krótko te procesy trwały – jakieś 2-3 miesiące – i za chwilę wchodziliśmy na dietę redukcyjną. Malutki kawałeczek kurczaka i sałata – to mogłam jeść przez cały tydzień i piłam dużo wody, więc oczywiście miałam cel. Ja tego nie robiłam sobie, tylko pod sylwetkę, więc dalej mi było dobrze, bo komuś dałam odpowiedzialność za to, co jem. To mi się wydaję, że było dla mnie ważne. Ale w międzyczasie, przygotowując się na zawody, zaczęłam mieć objawy problemów stawowych. Zrobiłam test na nietolerancje pokarmowe i okazało się, że może nie powinnam jeść nabiału, może tego, tamtego. Później stwierdziłam, że jak skończę zawody, to z dnia na dzień przechodzę na weganizm, bo tak naprawdę zaczęłam czytać książki o weganizmie i to mi się wszystko składało do kupy. Nie powinnam jeść niektórych produktów, bo mnie bolały stawy i zbudowałam historię – kolejna dieta.
Dorota: Kolejna dieta, ale teraz dieta już dla zdrowia. I później zaczął się ten okres Twojego weganizmu i rozpoczęcie swojej kariery internetowej. Wtedy promowałaś wegański styl życia czy roślinny styl życia połączony z treningiem, że to po prostu jest fajne, że można być sportowcem, trenować, dobrze wyglądać i jeść roślinnie.
Daria: Tak, i wydaję mi się, że to był taki moment, gdzie ja się faktycznie cieszyłam się jedzeniem, poznawaniem nowych przepisów – bo ja je wrzucałam na bloga, więc się cieszyłam, że robię pastę bez jajeczną. Myślę, że to było dość mocno prozdrowotne. Prowadziłam stronę, faktycznie jako jedna z nielicznych stron gdzie była kobieta, trening siłowy i dieta wegańska – taki zestaw. Bo to był wtedy początek blogosfery wege i faktycznie fajnie mi się to wszystko rozkręcało. Ja też już byłam w tym nurcie wege więc czytałam tylko na ten temat, można powiedzieć, że miałam klapki na oczach na inne rzeczy. To się wszystko składa, gdy się tym interesujesz i to było dla mnie takie zerojedynkowe. A propo jedzenia – myślę, że to jest bardzo ważne – jak byłam z mamą na zakupach i ona kupowała żołądki albo serduszka, ale chodziłyśmy jeszcze po sklepie i ona nosiła to w reklamówce. Dała mi to do ręki potrzymać, a ja tak na nią popatrzyłam i mówię: nie, ja tego nie wezmę. I tu już wchodzi taka kwestia bardziej ideologii może niż zaburzeń odżywiania.
Dorota: Myślę, że to jest bardzo powiązane, bo stawiasz obcowanie z jedzeniem ponad całą resztę, czyli przestajemy myśleć jak zdrowy człowiek, tylko jesteśmy tak skoncentrowani na swoich zasadach, że nie możemy się przełamać. Ja też będąc na diecie roślinnej nie byłam w stanie dotknąć takiego surowego kurczaka, bo wydawał mi się po prostu obrzydliwy.
Daria: I ja oczywiście też byłam tam, gdzie mówiłam, że to jest ponad to i jak można jeść zwierzęta. Nie wchodźmy w to, bo to jest inny temat. Natomiast chodzi mi o to, że przez chwilę interesowałam się, żeby to było zdrowe i smaczne. Ja weganizmem próbowałam się wyleczyć, bo ból stawów albo niedoczynność tarczycy mi się pojawiła. Nie brałam leków, bo to była niedoczynność na granicy i lekarz nie sugerował mi leków. Wydawało mi się, że ja się muszę z czegoś wyleczyć, jakieś różne zaburzenia. Potem oczywiście była eliminacja wszystkiego po kolei. Wyeliminowałam wszystko, ale nadal coś mi jest. Nie miałam miesiączki, bóle stawowe wtedy zniknęły, ale brak miesiączki i niedoczynność tarczycy, gdzieś to się tutaj kierowało. Poznałam w świecie wegańskim ludzi, którzy powiedzieli, że tylko „witarianizm”. No więc oczywiście spędziłam kilka miesięcy na samych bananach, warzywach i surowych roślinach, obcując wśród tych ludzi, którzy uważali, jak bardzo to jest oświecone, że my jemy tylko to, a wszyscy jedzą gotowane rzeczy. Słuchasz tych teorii, ja już wtedy byłam po studiach dietetycznych i to było takie, że ja w to poszłam. Skończyłam studia dietetyczne i ocierałam się o całą branżę, a jednocześnie weszłam w to – to już świadczy o tym, że mój mózg był dalej zagłodzony.
Dorota: Na pewno nie był odżywiony właściwie.
Daria: Wtedy już wydaję mi się, że tych kalorii jadłam więcej, bo był to taki moment, że już troszeczkę przytyłam na tych bananach i na tej całej historii.
Dorota: Tak jak już wspominałyśmy dzisiaj przy śniadaniu, że potrafiłaś zjeść na spokojnie całą paczkę daktyli.
Daria: Tak, bo dieta była niezbilansowana. Kiedy próbujesz się najeść samymi cukrami prostymi, to nie jest to łatwe, zapychasz żołądek. Oczywiście po tych latach towarzyszyła mi ogromna utrata sytości i ona towarzyszyła mi również na weganizmie. Łatwiej było się zapchać, a weganizm był raczej niskotłuszczowy, więc po prostu żołądek się zapychał, najadałam się objętością. Na witarianizmie też najadałam się objętością.
Dorota: No to jest dramat po prostu. Na witarianizmie to już jest skrajność.
Daria: No tu już jest wszystko, praca układu pokarmowego była niezbyt dobra. Nie wspominam dobrze tego całego okresu, ale okazało się, że nadal nie mogę się wyleczyć z tego, z czego miałam się wyleczyć. Chociaż na diecie witariańskiej było przeświadczenie, że to, że kobieta ma miesiączkę, to jest znak, że ona ma nieczysty organizm.
Dorota: Tak, to raz. A dwa, że na witarianizmie jest znana teoria, że najpierw musi być dużo gorzej, żeby potem było lepiej, więc się oczyszczasz teraz. Jeżeli masz zawaloną cerę, to znaczy, że się oczyszczasz.
Daria: Faktycznie. To się chyba nawet jakoś nazywa, nie wiem czy to jest pojęcie medyczne czy naukowe. To ma nazwę jakiegoś człowieka. Nazwa jest taka, że to jest proces, ale być może faktycznie nawet w sieci medycznej jest to uznane, że na początku czegoś, jakiejś terapii, gdzie masz pogorszenie, ale raczej nie kilka miesięcy. Od diety witariańskiej zaczęłam mieć poważne problemy z cerą, z którymi dopiero niedawno zaczęłam sobie radzić, być może to wynikało też z innych rzeczy.
Dorota: Myślę, że też insulina i wpływ cukru w dużej ilości mimo wszystko. Wracajmy do tych zaburzeń odżywiania, które nastąpiły później. Co tam się stało?
Daria: I później – ja nie wiem czy znowu wróciłam do weganizmu, ale coś się stało –zaczęłam wątpić w moją drogę. Zaczęła być modna dieta protokołu autoimmunologicznego – dieta paleo. Ja wtedy zaczęłam widzieć nadzieję dla siebie, bo trochę się bałam, że mam hashimoto – chociaż to była moja diagnoza po tym, że przeciwciała leciutko mi poszły do góry, ale to było na zasadzie, że norma była 30, a ja miałam 35. Nikt mi tego nie zdiagnozował, ja sama zaczęłam szukać sobie dodatkowo. Niedoczynność tarczycy teraz doskonale wiem, że tarczyca mi źle nie funkcjonowała, bo nie jadłam i teraz jest funkcjonalna. Miałam po prostu funkcjonalną niedoczynność tarczycy. Trafiłam na taką doktor, która zasugerowała mojej mamie czy może do jakiegoś szpitala, jakieś leczenie czy nie. Ale że ja muszę zacząć jeść i ona mi żadnych leków nie daje na niedoczynność. Potem szukałam dalej naturalnych metod.
Dorota: Ja pamiętam, że to była nasza pierwsza rozmowa. Tak szukałaś, że w pewnym momencie Ty mnie zapytałaś o protokół IP i zaczęłyśmy się wymieniać swoimi poglądami.
Daria: Tak, na początku naszej rozmowy. Ja nie pamiętam już co dokładnie się działo, ale fakt jest taki, że zdecydowałam, że wracam do mięsa, a już zbudowałam dookoła fitnesski na roślinach taką markę w jakimś stopniu i jeździłam na wykłady – chciałam to bardzo powoli zrobić, delikatnie. Ciężko mi było wtedy wyjaśnić to ludziom. więc zrobiłam tak, że najpierw przygotowałam sobie opis strony, posta, zdjęcie, wszystko na ten temat i najpierw zmieniłam opis, a dzień później miał być post. Tylko zapomniałam, że zmiana opisu od razu wyświetla się ludziom w aktualnościach. Aktualizowałaś opis strony i ktoś w to wszedł. Tam było że jem ekologicznie, ekologiczne mięso, coś tam, że w stylu paleo.
Dorota: Tak było w opisie?
Daria: Tak, zmieniałam opis całej strony, żeby już potem, jak następnego dnia pójdzie post, to będzie wszystko ok. No i na forach wegańskich pojawił się post „fitnesska nie jest już na roślinach” i przekreślone takie serduszko. Tam mnie zaczęli wyzywać. U mnie na stronie kilkaset komentarzy, ludzie mi życzyli śmierci, bo zaczęłam jeść mięso. Absolutnie nie uważam, że ludzie którzy stosują dietę wegańską tacy są, tylko po prostu tam częściowo byli ludzie, których ideologia była ważniejsza niż człowiek. Bo odzywali się do mnie, pamiętam Grzesia Sobieszka z Gorilla z Warszawy, on nie znał mnie, ale kojarzył i się odezwał, czy nie potrzebuję pomocy. On od lat, od dziecka jest wegetarianinem, ale powiedział: co tam się dzieje? Moi znajomi taki hejt Ci robią, że ja nie rozumiem o co chodzi. To było bardzo miłe. Faktycznie były osoby, które pomagały mi, niektóre nie. I to był moment, gdzie była ogromna trauma. Dla mnie to było takie ciężkie, bo ja z dnia na dzień straciłam wszystko – moją markę i wszystko na czym się opierałam ostatnie lata.
Dorota: No tak i ludzie uważali Cię za jedną wielką oszustkę.
Daria: Tak, i to mnie najbardziej bolało. Bo mnie generalnie w życiu bardzo boli, jak mnie ktoś oskarża o kłamstwo, bo ja mam taką patologiczną potrzebę bycia uczciwą. Pamiętam, że ja wtedy tego dnia zjadłam całą paczkę dużych daktyli w tym stresie. Potem jakiś alkohol. No generalnie przez kilka dni nie mogłam do siebie dojść. Potem pojechałam na jakiś obóz – o tym paleo – dowiedzieć się coś więcej. Ciężkie to dla mnie było, bo to się ciągnęło wiele miesięcy i to na pewno zaczęło objawiać się o kompulsywne objadanie się emocjonalne. Myślę, że nadal próbowałam jeść bardzo czysto. Tylko już wtedy paleo, ale bardzo czysto.
Dorota: Myślę, że to też mogło mieć tutaj wpływ. Jedna – to jest kwestia emocjonalna. Dwa – przez wiele lat, już na tamtym etapie, ciągle kontrolowałaś jakość tego. Tutaj skrajność weganizm, potem witarianizm, tutaj nagle paleo czy protokół autoimmunologiczny, gdzie to jest znowu bardzo silnie eliminacyjna dieta. Co z tego, że ze skrajności w skrajność, jak znowu wykluczanie większości produktów tak naprawdę. I trzymanie się tego, kontrola, stres, silne przeżycia, no dramat. Ja Ci bardzo współczuję. To co się wtedy działo, to było straszne. We mnie wzbudzało to takie emocje, że jest mi przykro, że ludzie się w ten sposób zachowują. Ja totalnie nie rozumiem co trzeba mieć w głowie, żeby pisać takie komentarze.
Daria: Zasada psychologiczna jest taka, że idzie się za tłumem, że widzisz jak Cię ktoś hejtuje, to Ty też możesz. To jest długi temat, natomiast wydaję mi się, że to był moment, gdzie mi się kompulsywne objadanie uruchomiło. Mi się wydawało, że już jestem dawno po tym, bo to było już po 3-4 latach od rozpoczęcia zaburzeń i nie pamiętam na ile to było, ale myślę, że to wtedy zaczęło mi się uruchamiać takie kompulsywne – ale wydaję mi się, że w mniejszej ilości.
Dorota: Takie poszukiwanie remedium na to, żeby być zdrowa po prostu.
Daria: Tak, i potem dopiero po dłuższym czasie, gdzie zaczynałam odzyskiwać spokój, że zaczęłam poznawać ludzi z branż paleo i innych klimatów. Po tym jak mnie jedna strona odrzuciła, bo to tak dosłownie wyglądało, nagle odeszło mi 1000 osób wegańskich, ale tamci z paleo zaczęli dodawać ze mną podcasty i nagle zyskałam rzeszę nowych ludzi. Ja nie miałam wtedy odwagi pisać do ludzi, ja się czułam taka nijaka w tym. Nie miałam odwagi, bo to wszystko było krytykowane, więc musiałam cały czas być byle jaka tam. Wydaję mi się, że na początku to nie były może kompulsje, bo zaczęłam dodawać trochę więcej tłuszczu do diety przez to paleo. I przez to, że w pewnym momencie było chyba więcej kalorii.
Dorota: Myślę, że też musimy zaznaczyć, że Ty miałaś wcześniej dosyć duży dług energetyczny, ale też nie jadłaś za dużo tłuszczu nie? W momencie kiedy zaczęłaś jeść tłuszcz, a leptyna nie była uregulowana, to mimo wszystko podejrzewam, że Twój organizm miał zwyczajnie po długiej abstynencji od tłuszczu ochotę na tłuszcz. Zwłaszcza taki nasycony, który w pierwszej kolejności odrzucamy, bo masło złe, śmietana zła, bo nabiał tylko chudy i tak dalej. Więc myślę, że to było naturalne, że leptyna tak automatycznie nie zareagowała jak powinna, przez co łatwo jest na początku jeść dużo takich rzeczy. Nie ma w tym absolutnie nic złego, tylko że co dzieje się wtedy w głowie, bo nam jest ciężko po prostu z tym, co się dzieje z naszym organizmem.
Daria: No tak, tylko to chyba nie był ten najważniejszy moment. Przytyłam trochę, dostałam miesiączkę, odstawiłam leki, które mi lekarz sugerował – hormonalną terapię zastępczą, bo wiedziała, że to pewnie nie przez to. Trochę miałam świeższe myślenie, nie wiem czy przez dietę z tym tłuszczem, z mięsem i jedzenie więcej, ale to była chyba najpierw zamiana produktów i wydaję mi się, że już sama zamiana produktów zmieniła moją rolę organizmu.
Dorota: Miałaś większą pulę z różnych źródeł.
Daria: Tak, dostałam wtedy okres po tych miesiącach, latach i byłam też taka szczęśliwa. Wtedy też wymyśliłam formę na życie – w sensie nazwę, że to ma sens – bo tak naprawdę o to chodzi, a nie że miałam na chwilę formę na scenie, a potem się posypałam hormonalnie na wiele lat. Potem wydaję mi się, że życiowo siebie szukałam. Wydaję mi się, że o to się ocierało poczucie własnej wartości o to wszystko. Wydaję mi się, że mocno zostało naruszone przez tą fitnesskę, ale pytanie czy kiedykolwiek to było w ogóle dobrze zbudowane, jeżeli cały czas miałam jakieś grupy przynależności, a nie było tam mnie, nie przynależałam po prostu do siebie. Wydaję mi się, że to mogło mieć duże znaczenie. No i później moment, gdzie kompulsywne powróciły, że faktycznie było już jedzenia bardzo dużo. Często na skutek emocjonalny i wtedy kombinowałam z dietą ketogeniczną trochę. Natomiast już trochę bardziej świadomie, niż że była to kolejna dieta, chociaż wtedy faktycznie niby robię wszystko dobrze, ale mam ochotę na jedzenie tłuszczu i go nie liczę. Przytyłam wtedy chyba najwięcej i wtedy wyglądałam – nie dość, że przytyłam – to miałam spuchniętą twarz.
Dorota: Czyli coś tam się działo, jakiś stan zapalny w organizmie. Jak to moja mama zawsze mówi: Twój organizm już wariuje od tych wszystkich diet i tyle.
Daria: Dokładnie, tak na pewno było. Zresztą to nie było tak, że ja byłam na keto tak po prostu, bo był taki moment, że miałam napady objadania się, potem kilka dni keto i potem znowu napadowe objadanie.
Dorota: Potem jakieś posty w międzyczasie, że tutaj nie jem tego.
Daria: Tak, to było później, ale głównie to był moment tego kompulsywnego objadania się. Absolutnie nie można powiedzieć, że ja byłam wtedy na keto, tylko byłam na zasadzie, że jadłam dużo więcej tłuszczu, na zmianę z objadaniem. Są typy ludzi, którzy tyją na całości, a twarz maja nadal szczupłą, a ja tyję na początku na twarzy. Aczkolwiek już byłam okrąglejsza, bardziej nabyłam w tłuszcz niż w mięśnie, jak kiedyś. I chyba jestem z siebie dumna mimo wszystko, że to nie spowodowało nawrotu głodzenia się.
Dorota: Ok, dobra to zmierzajmy do tego, co jest teraz. Jak to się w ogóle stało? Wydaję mi się, że odnalazłaś w końcu swój wewnętrzny spokój.
Daria: Tak, wydaję mi się, że – to co na pewno zauważyłam, będąc w Warszawie, próbując dochodzić – to to, że chcę normalnie, ale nie za bardzo potrafię, że niby próbuję normalnie, ale znów się objadam.
Dorota: Ciężko jeść normalnie. To nie jest łatwe.
Daria: Tak i zaczęłam chodzić przez rok do szkoły improwizacji. Tam byli super ludzie z różnych branż. Mix ludzi w różnym wieku. Jeżeli ktoś nie wie na czym polega impro – to na zasadzie, że potrafisz na już wymyślać jakieś scenki i zauważyłam, co ja mam w głowie – ja potrafię rozmawiać tylko o jedzeniu, diecie.
Dorota: Czyli skonfrontowałaś się z rzeczywistością.
Daria: Tak, ale trochę mi było smutno, że przez ostatnie lata ja wszystko czytałam i rozmawiałam tylko o dietach. Czułam nagle jakbym miała wycięte parę lat mojego życia. Nie wiem co się dzieje na świecie, nie wiem nic na temat historii, geografii, tyle co ze szkoły. Ale mnie to nie interesowało. Mnie interesowała tylko moja dieta albo dieta lepsza niż moja.
Dorota: Świetnie to powiedziałaś, bo ja miałam to samo. Takie samo zetknięcie z rzeczywistością, że tyle lat spędziłam na czytaniu o dietach, czytaniu głupot o dietach, sprawdzaniu na sobie wszystkiego. Właściwie fajnie, cieszę się, bo teraz możemy nagrywać ten podcast i dzielić się doświadczeniem, przestrzegać przed tym innych, żeby nie szli tą drogą. Ale jakie to jest poczucie pustki – w sensie że bez tego to kim ja jestem.
Daria: Dokładnie, wiesz to było dla mnie takie, że: oni mogą o wszystkim improwizować, a ja wszystkie skojarzenia z jedzeniem, aż mi było głupio. To co na pewno jest ważne, to spotykanie ludzi w różnych miejscach.
Dorota: To jest chyba leczące, prawda?
Daria: Bardzo, i w pewnym sensie zmiana towarzystwa. Ja miałam wtedy Ciebie, rozmawiałyśmy sporo o diecie i tak dalej.
Dorota: Ale na początku rozmawiałyśmy bardzo dużo o diecie.
Daria: Tak, ale potem, jak zaczęłyśmy sporo rozmawiać o kwestiach psychologiczno-duchowych: o sobie, poczuciu wartości, o tym co z czego może wynikać – to mi dużo dawało.
Dorota: Raczej obserwowanie siebie, swojego zachowania, aniżeli tym czy zjadłaś dzisiaj naleśniki, jajko czy co?
Daria: Nie no takich rozmów to my chyba nigdy nie miałyśmy, na początku może trochę.
Dorota: Na początku nasze rozmowy były stricte o jedzeniu, właśnie o IP, później o kombinacjach moich, Twoich i tak dalej. Później się to zaczęło rozchodzić, bo zaczęłyśmy widzieć w sobie coś bardziej wartościowego.
Daria: Ale to było dla mnie bardzo ważne. Ja jednocześnie po tej szkole improwizacji poszłam na różne warsztaty teatralne i to miało dla mnie ogromne znaczenie. Bo tam poniekąd pracujesz trochę tak terapeutycznie, trochę jak na psychoterapii, ale trochę w inny sposób. Raz że masz ludzi z różnych branż, którzy mają gdzieś jedzenie, oni rozmawiają o innych rzeczach i wtedy w pewnym momencie Ty też masz gdzieś.
Dorota: Jeżeli oczywiście Cię zainspirują.
Daria: Tak, to jest dla mnie ważne na wszystkich warsztatach teatralnych, szkole teatralnej, filmowej, że tam pracujesz dużo na emocjach, na wchodzeniu w siebie. Ty musisz wiedzieć, co Ty czujesz w tym momencie i to chyba dało mi tyle, że właśnie po tym coraz bardziej psychologia stawała się dla mnie priorytetem. To wszystko takie, że to jest najważniejsze w pewnym sensie, zaczęłam odnajdować to, co wcześniej. Tu już nie ma takich punktów zwrotnych. Jest wszystko takie razem, że mam osoby wokół siebie, Ciebie, miałam też takie osoby, z którymi mogłam porozmawiać na wewnętrzne tematy, a nie takie płytkie, plus te rzeczy, które robiłam dodatkowo poza branżą. To wszystko spowodowało, że w pewnym momencie zaczynałam się od tego oddalać. Zaczęłam robić swoje rzeczy, które nie są już tak bardzo związane z dietetyką. Zaczęłam rozumieć, że – tak jak Twoja nazwa podcastu – że to tylko dieta i dieta to nie wszystko.
Dorota: Jest to część dobrego życia, ale nie wtedy, kiedy jest całym życiem, prawda?
Daria: Tak, dokładnie. Nic się nie dzieje jak czegoś zjesz więcej i na pewno to wszystko ma znaczenie. Moim zdaniem to ludzie, którymi się otaczasz, ma ogromne znaczenie i środowiska, które sobie tworzysz. Mamy potrzebę przynależności do siebie i do innych ludzi dookoła. Natomiast dobrze mieć ludzi, którzy mają dietę zupełnie gdzieś – nie mówię, że się staczają na dno i że z nimi się cały czas objadasz – tylko chodzi o takich ludzi, którzy jedzą, bo to jest narzędzie do przeżycia, ale robią inne fajne rzeczy.
Dorota: Czyli mają zdrowe nastawienie do tego i to jest obok, ale nie musimy o tym myśleć i skupiać na tym, analizować, tworzyć planów, schematów i tak dalej. Tylko po prostu jest to jedzenie, ale zajmijmy się czymś ciekawym.
Daria: Dokładnie, więc wydaję mi się, że to jest takie płynne.
Dorota: Twoja historia jest niesamowita, bo obfituje w wiele różnych dodatkowych ścieżek. Myślę, że możemy to podsumować, zamknąć Twoją historię, bo teraz już jest dużo lepiej. Teraz już jesteś wolna i może na koniec powiedziałabyś coś motywującego naszym słuchaczom, albo coś co myślisz, że może przemówiłoby do Ciebie w Twoich najgorszych okresach. To nie musi być okres anoreksji, tylko może tego plątania się pomiędzy dietami, bo myślę, że to jest bardzo niespecyficzne.
Daria: Dieta nie jest jakimś remedium na cokolwiek. Oczywiście jak wejdziemy w dietetykę kliniczną to w małym stopniu, ale nigdy w takim, w jakim nam się wydaje, że może być. Dużo ważniejsze jest, że poukładanie sobie innych rzeczy powoduje, że dieta schodzi na drugi plan i zaczynamy z nią mieć zdrowsze relacje. Ona nie zmieni tego, że będę mieć wyższe poczucie własnej wartości, więcej przyjaciół, super związek. Ona zupełnie nie ma w tym wszystkim znaczenia i tak samo Twoja masa ciała w wielu aspektach nie będzie miała znaczenia, czy masz rozmiar 36, 34 czy 40. Więc chyba to tak najbardziej.
Dorota: Super, bardzo się cieszę, ale chciałabym jeszcze jedną rzecz dodać, bo powiedziałaś przed chwilą nieprawdę, czyli że dieta nie ma wpływu na rozwój związku. Z tym się nie zgadzam, bo jeżeli spotykamy się, to idziemy na pizzę, kawę, piwo i chyba lepiej, jeżeli idziemy na to i jemy sobie, a nie: sorki, ja nie jem glutenu.
Daria: Oczywiście tak, dokładnie, właśnie o to mi chodzi, że mając idealną dietę to nie spowoduje, że nagle znajdziesz idealnego chłopaka.
Dorota: To by musiała być osoba równie skupiona na tym samym co Ty. Fajnie, dziękuję Ci Daria raz – za opowiedzenie szczerze całej Twojej historii, dwa – przekazaniu wielu swoich cennych spostrzeżeń, bo dla naszych słuchaczy one są bardzo ważne i na pewno wiele osób wesprą w procesie wychodzenia, bo jest to motywujące. Jest to motywujące bo tak jak ja, tak i Ty jestem pewna, że możemy powiedzieć że z zaburzeń odżywiania da się wyjść, mimo że to czasami może trwać bardzo długo, ale da się.
Daria: Tak, dokładnie. Da się i nie wolno tracić nadziei. Ja najbardziej polecam, żeby znaleźć sobie jakąś pasję, hobby.
Dorota: Jest to ciężkie, w pewnym momencie, kiedy jesteśmy zafiksowani na jedzeniu, ale trzeba próbować, szukać. Siebie poszukać.
Daria: Przede wszystkim siebie.
Dorota: Fajnie, dzięki Ci za niesamowitą rozmowę.
Daria: Dziękuję bardzo również.
Jeśli masz pytania, po prostu napisz podcast@dieta-sportowca.pl
0 Komentarzy