Dorota: Cześć Magda!
Magda: Cześć Dorota!
D: Bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się wesprzeć mnie w mojej nowej serii podcastu, który jest wywiadami z osobami, które przeszły zaburzenia odżywiania lub przeszły metamorfozę w tym kontekście. Ten wywiad jest dla mnie bardzo wyjątkowy, ponieważ wydaję mi się, że towarzyszę Tobie od początku momentu, kiedy zdecydowałaś się wyjść z zaburzeń odżywiania i przez ostatnie kilka miesięcy zrobiłaś największy postęp, jaki ja widziałam w życiu – w ciągu tak krótkiego czasu. Także tym bardziej jest mi miło gościć Ciebie w tym podcaście.
M: Bardzo dziękuję.
D: Może na początku opisałabyś swoje życie jeszcze w zaburzeniach odżywiania? Może zacznij od tego, ile to trwało i jak to wyglądało z czasem. Jak to wyglądało wcześniej, jak to wyglądało trochę później i ostatecznie jak to wyglądało, kiedy postanowiłaś się ze mną skonsultować?
M: Moje życie w zaburzeniach trwało ponad 15 lat. Żyłam tylko dietą i treningami. Niczym więcej. Tylko na tym się skupiałam.
D: Kiedy się to zaczęło?
M: Zaczęło się to, gdy wychodziłam z gimnazjum. Wtedy postanowiłam, że muszę schudnąć. Chciałam być zauważana. Nie czułam się, że jestem gruba, tylko to był taki krzyk wołający o pomoc, żeby ktoś mnie zauważył po prostu. Zawsze czułam się, że jestem nie taka, nieodpowiednia, za słaba. Więc stanęłam przed lustrem i powiedziałam, że będę się odchudzać. Od tej pory całkowicie moje życie się zmieniło na gorsze. Zaczęło się od tego, że zaczęłam mniej jeść. Nie dojadałam, chowałam jedzenie, wyrzucałam. Zaczęło się dużo kłamstw, jeśli chodzi o jedzenie. Kłamałam rodziców, że coś zjadłam, a tak naprawdę wyrzuciłam i waga malała.
D: Prawdopodobnie dawało to satysfakcję?
M: Tak, dawało satysfakcję, ponieważ już wtedy czułam się lepsza. Z tego względu, że kilogram mniej, więc czułam się lepsza w jakiś sposób od innych. Do tego dodałam sobie jakieś ćwiczenia, zaczęłam biegać. Wtedy tym bardziej czułam się wyjątkowa, że jestem super, bo biegam, chudnę. Wtedy też zaczęłam bardzo interesować się różnymi dietami, zdrowym odżywianiem. To też dawało mi satysfakcję, że byłam jeszcze bardziej lepsza od kogoś.
D: Jeszcze bardziej wyjątkowa, bo miałaś to wszystko pod kontrolą, tak?
M: Tak, do tego wszystko sobie zapisywałam, prowadziłam swój jadłospis, który stanowił dla mnie najważniejszą część dnia. Codziennie rano, przy śniadaniu, musiałam pisać taki jadłospis. Wszystko sobie planowałam. Ważne też było, że zawsze musiałam sama jeść. Nie mogło być nikogo koło mnie. To był wyjątkowy czas, kiedy jadłam. To była świętość. Nikt nie mógł mi przeszkadzać.
D: A jakby ktoś Ci przeszkodził?
M: Wpadałam w straszną irytację. Zaczynałam się denerwować, irytować. Byłam zła, wściekła. Gdy miałam telefon, ktoś dzwonił, to nigdy nie odbierałam. To był mój czas i koniec.
D: Ok i co się później stało? Wiem, że to pierwsze odchudzanie i wielka zmiana w Twoim życiu doprowadziła do tego, że w pewnym momencie byłaś w szpitalu, prawda?
M: Tak. Byłam w szpitalu. Byłam całkowicie wychudzona, gdzie niestety mój mózg już też nie funkcjonował prawidłowo. Wpadłam w straszną depresję, bo całe moje życie było podporządkowane tylko jedzeniu i treningom. Trenowałam o 3 w nocy, bo tylko wtedy miałam siłę, żeby zrobić trening. Potem już nie miałam siły, bo bardzo mało jadłam. Doprowadziłam się do stanu bardzo tragicznego, jak dla mnie. Otarłam się o śmierć. Wylądowałam w szpitalu.
D: Pamiętasz ile tam byłaś czasu?
M: W szpitalu byłam taki czas, żeby mniej więcej się dożywić, żebym mogła jakkolwiek funkcjonować. Byłam tam 3 miesiące.
D: Jakie miałaś nastawienie po wyjściu ze szpitala?
M: Tak naprawdę moje nastawienie było tylko że: ok teraz sobie przytyję, bo tak wszyscy chcą, ale oczywiście na moich zasadach – dietach, regułach.
D: I tak było naprawdę?
M: Tak. Napisałam jadłospisy i wysyłałam mojej mamie. Moja mama musiała mi przygotowywać takie jedzenie, jak ja chciałam. Powiedziałam, że tylko wtedy będę jadła i tylko wtedy przytyję. Moje nastawienie, będąc w szpitalu, nie było takie, że chcę wyzdrowieć tylko, że: ok, przytyję. Dajcie mi wszyscy święty spokój. I tak będę sobie robić ,co będę chciała, jak wyjdę. Dalej będę trenować.
D: Wtedy już ile czasu byłaś w zaburzeniach odżywiania?
M: To było już 14 lat.
D: Czyli już byłaś przez wiele lat bardzo w to wkręcona i niebyło świata poza tym.
M: Nie było. Uciekałam z domu. Gdy byłam na studiach to specjalnie jak najdalej domu, bo chciałam żyć sama, zająć się tylko jedzeniem i treningami. Tak wyglądały wszystkie moje dni.
D: Pamiętam, jak mi opisywałaś o tym, że codziennie wstawałaś o 4:30 po to, żeby jechać rowerem na 2 godziny spinningu i mnie to wtedy przeraziło, bo Twój organizm był niedożywiony, dodatkowo pewnie pojawiały się problemy ze snem.
M: Tak, mało co spałam, bo kładąc się do łóżka oczywiście już obmyślałam, co będę trenować, jak będzie wyglądał mój trening, moje jedzenie, co mam kupić. Też jeśli chodzi o jedzenie, to nikt tego mojego jedzenia nie mógł dotykać. Nawet żeby coś stało koło mojego jedzenia. To była taka świętość dla mnie.
D: Pamiętam też, że mówiłaś o naczyniach. Mogłabyś powiedzieć dokładnie, jaki to był system? Jaki to był schemat z naczyniami?
M: Po prostu miałam swoje naczynia. Kupowałam sobie swoje garnki, widelce, noże i tylko ja mogłam z tego korzystać. Nawet nikt nie mógł tego myć, ponieważ stwierdziłam, że mi to ktoś źle umyje i zostanie na przykład masło. Tylko ja mogłam to myć i tylko ja mogłam z tego korzystać. Pamiętam też taką sytuację, że byłam w domu i mama smażyła coś na mojej patelni. Wpadłam w taką irytację – chociaż mama mówiła, że specjalnie szorowała patelnię – to nigdy już jej nie tknęłam.
D: To jest niesamowite jak daleko zaburzenia mogą iść i jak bardzo nielogicznie się wtedy postępuje.
M: Jest to straszne. Jak rodzina na mnie patrzyła, to na pewno nie myślała, że jestem normalna. Nie dziwię się, bo straszne to było. Pamiętam też, jak na przykład miałam jakieś jedzenie w lodówce, to miałam specjalną półkę poosłanianą, bo nic nie mogło dotykać. To było tylko moje. Jak na przykład tata słodzi herbatę, to ja musiałam mieć wszystko pozakrywane, bo bałam się, że cukier tam wpadnie. To jest chore i irracjonalne, ale naprawdę tak funkcjonowałam przez tyle lat.
D: Poza całą opieką nad jedzeniem, też pamiętam Twoje zachowanie związane z zakupami i przechowywaniem żywności. Pamiętam, jak mówiłaś mi wiele razy, że boisz się mieć jakichś produktów za mało. Możesz opisać jak to wyglądało? Jeżeli chodzi jeszcze o jakość produktów, to też było ciekawe.
M: Tak. Jakość produktów musiała być oczywiście najlepsza. Wszystko zamawiałam przez strony internetowe. Wszystko musiało być bio, zdrowa żywność. Oczywiście bez cukru, a jak już cukier to erytrytol. Wszystko jak najmniej kalorii. Zawsze jak zamawiałam to duże ilości, bo nigdy niczego nie mogło mi braknąć. Jak na przykład miałam 10 paczek orzechów włoskich, gdy zużyłam jedną paczkę, to już musiałam kupić kolejną. Zawsze musiało być wszystko w większych ilościach.
D: To też jest niesamowite. Teraz przypomniał mi się ser z nerkowca. Pamiętasz?
M: Tak. Ser z nerkowca wart bardzo dużo. 8 paczek pozamrażane. Nic nie mogłam wyrzucić oczywiście. Ale z kolei gdy przychodziłam na inną dietą –na przykład że nie jem mięsa – to trudno. To co było wyrzucam i koniec, bo ja teraz nie jem mięsa i to już jest nieważne dla mnie.
D: Poza tym też dochodzi to, że stałaś się troszeczkę więźniem dat ważności, prawda? Bo z jednej strony zapasów było dosyć dużo, a z drugiej strony nie można marnować jedzenia i jeżeli ma się takie zapasy w lodówce to w pewnym momencie trzeba to zjadać i sprawdzać, prawda?
M: Tak, pamiętam jak zaczęłam z Tobą współpracę, to w zamrażalce miałam 20 tofu i tempehu, więc powoli schodziłyśmy z tych zapasów.
D: Dokładnie. A powiedz mi proszę, czy pamiętasz ten moment, kiedy stwierdziłaś, że masz dosyć tego? 15 lat to jest bardzo dużo. Zwłaszcza jeżeli głównie zajmujemy się jedzeniem, ćwiczeniami i to jest nasza jedyna pasja – oczywiście wywołana zaburzeniami. Czy pamiętasz moment, w którym stwierdziłaś, że pora coś zmienić?
M: Tak, pamiętam ten moment. Wtedy już byłam po szpitalu. Byłam znów bardzo wychudzona i wtedy właśnie chodziłam na ten spinning rano, zawsze na 2 godziny. Potem jeszcze wieczorem na kolejne zajęcia. Wtedy poczułam, że mam tego dość.
D: A jakie to jest uczucie, że masz tego dość?
M: To jest takie uczucie, że czułam ból w sobie. Ogromny ból też psychiczny, że organizm nie da rady, a głowa chce żyć. Poczułam takie straszne pragnienie życia. Normalnego życia, bez tego więzienia, treningów, więzienia z jedzeniem. Jak zobaczyłam, jak inni ludzie się uśmiechają, żyją, funkcjonują, a ja mimo że jestem chuda, tak jak chciałam, to nadal jestem nieszczęśliwa.
D: I co później się stało? Jak już to poczułaś, to co zaczęłaś robić? Pytam o to bardzo dokładnie, ponieważ wiele osób pyta o to innych osób – które już wyszły z zaburzeń – co się stało, że nagle otworzyłaś oczy i stwierdziłaś, że trzeba coś zrobić z tym?
M: Wpisywałam w Google zaburzenia odżywiania i wyskoczyłaś mi Ty. Wyskoczyła Dorota Traczyk – dieta sportowca. Brałam od Ciebie kiedyś jakieś przepisy, więc weszłam na Twój profil i zaczęłam słuchać Twoich podcastów. Pierwsze jak przeczytałam tytuł zaburzenia odżywiania i trochę zaczęłam słuchać, myślę sobie: to na pewno nie dotyczy mnie, co Ty tam możesz wiedzieć w ogóle? Ale jakoś tak się w to wciągnęłam i zaczęłam słuchać. Poczułam, że Ty jedyna mnie zrozumiesz, ponieważ to przeszłaś. Wszystko dokładnie zrozumiesz i nie pomyślisz o mnie, że jestem jakaś wariatka, że mam jeść i tyle. Napisałam do Ciebie i zaczęłam z Tobą współpracować.
D: Przywołam teraz może moje wspomnienie z naszej pierwszej rozmowy. Pamiętam, że jak rozmawiałyśmy pierwszy raz przez telefon, to powiedziałaś, że już masz tego tak dosyć, że zrobisz absolutnie wszystko, co Ci powiem. Tego nie zapomnę, zwłaszcza że później faktycznie było tak, że Ty robiłaś jedno po drugim, zmieniałaś wszystko jak leci. To było dla mnie niesamowite doświadczenie, bo to pokazywało mi, jak bardzo masz dosyć tego i jak bardzo jesteś zdeterminowana do tego, żeby zmienić swoje życie.
M: Tak, to prawda. Byłam bardzo zdeterminowana i wiedziałam, że zrobię wszystko. Wszystko, co powiesz, bo od razu słuchając Ciebie, zaufałam Ci. Myślę, że to jest bardzo ważne, że bez zaufania by tak nie było. Po prostu Ci zaufałam w 100%.
D: Jak później wyglądało wychodzenie z zaburzeń? Jak się czułaś? Co robiłaś? Co robiłyśmy? Mogłabyś troszkę o tym powiedzieć? Myślę, że to jest ciekawe, zwłaszcza w kontekście tego, że miałaś bardzo silne swoje przyzwyczajenia. Tak naprawdę im dalej szłyśmy, tym więcej tych rzeczy na początku wychodziło, prawda?
M: Dla mnie były bardzo ciekawe zadania, wyzwania, które mi dawałaś oraz było bardzo ważne pisanie dziennika, o którym mi mówiłaś. To też mi bardzo dużo pomogło, ale najciekawsze były dla mnie zadania. Pamiętam jak mi powiedziałaś, że mam jeden trening w tygodniu mniej robić niż robiłam, co dla mnie było nierealne. Pamiętam ten dzień, kiedy miałam nie iść na trening. Leżałam na łóżku i tak się męczyłam, że takiego męczenia jeszcze nigdy nie czułam. Pamiętam pierwszy raz to wyzwanie, gdzie miałam opuścić jeden trening w tygodniu. Leżałam na łóżku i pisałam do Ciebie. To też mi bardzo dużo pomogło. Stały kontakt z Tobą, że byłaś ze mną w ciężkich dla mnie chwilach.
D: A później z treningami było tak, że czułaś, że jak raz Ci się udało, to uda Ci się dalej i sama zaczęłaś wychodzić z inicjatywą i mówić: może szybciej zmniejszymy te godziny?
M: Tak, potem już sama to zmniejszałam, ale potrzebowałam potwierdzenia od Ciebie.
D: Jakie jeszcze zadania pamiętasz z początku? Później ich było bardzo dużo, jednak ta współpraca troszeczkę trwa – ale co jeszcze pamiętasz szczególnego? Może ja powiem, co pamiętam. Jak rozmawiałyśmy przez telefon, to pytałaś mnie skąd biorę pieczywo i powiedziałam: ja to w Lidlu kupuję. A Magda mówi: ja też chcę w Lidlu, chcę tak normalnie, jak Ty.
M: Tak, pamiętam. Wysłałaś mi bułki bawarskie. To dla mnie było też przeżycie zjedzenie takiego pieczywa, gdzie ja nigdy nie jadłam chleba. Jak już jadłam, to wszystko musiałam sama upiec. Na początku, gdy chodziłam kupować pieczywo, to pamiętam byłam w jednej piekarni i oczywiście poprosiłam o skład, żeby mi pani wydrukowała, co jest w tym chlebie. Zobaczyłam cukier i oczywiście cała już zalana potem, przestraszona jak może być w chlebie cukier. Pamiętam, pisałam do Ciebie i Ty mi tłumaczyłaś, że tylko trochę cukru tam jest.
D: Dokładnie. Ja też wspominam, że nasza współpraca na początku była niesamowicie intensywna ze względu na to, że było bardzo dużo wyzwań. Jednocześnie ja pozwalałam sobie dawać Tobie bardzo mocne wyzwania, bo widziałam Twoją determinację i stwierdziłam, że im szybciej, tym będzie lepiej dla Cienie – póki masz silną motywację do zmiany. Pamiętasz jakie emocje towarzyszyły Tobie na początku tych zmian? Z jednej strony na pewno była to silna motywacja. Z drugiej strony na pewno był strach, o którym mówisz. A poza tym co jeszcze pamiętasz z tego czasu?
M: Pamiętam, że bardzo mi na tym zależało i czułam coś takiego, że ja muszę to zrobić – jeśli nie będę Cię słuchać, nie będę robić zadań, wyzwań, nie będę jadła – to ja nigdy z tego nie wyjdę. Dlatego robiłam wszystko i też duża była ciekawość, jak się poczuję, jak zjem. Jak się poczuję, jak odpuszczę trening. Co się stanie? W sumie nic się nie stało. Towarzyszyła mi duża ciekawość i też motywacją było dla mnie to, że widziałam jak zmienia się moje nastawienie do życia. Pojawiają się nowe wartości, które zaczynają być dla mnie ważne, a nie tylko trening i jedzenie. Wróciłam tak naprawdę z dalekiej podróży – że tak powiem – bo też stała się dla mnie bardzo ważna rodzina, czego nie było u mnie. Liczyłam się tylko ja, jedzenie i treningi. To było też motywacją dla mnie.
D: A po jakim czasie zaczęłaś dostrzegać takie nowe emocje, przemyślenia? Był taki moment, że zaczęłaś mieć bardzo dużo przemyśleń na temat swojego życia.
M: Nie wiem jaki to był czas, ale na pewno wtedy, kiedy już porządnie sobie pojadłam. Kiedy organizm nie był już aż tak bardzo wygłodzony.
D: To jest ciekawe, że w pewnym momencie, kiedy zaczynamy przybierać na masie ciała, kiedy ciało zaczyna się odbudowywać – to na wskutek stopniowego odżywienia organizmu sam organizm dopuszcza nam rzeczy, które odsunęliśmy na bok w trakcie zaburzeń.
M: Tak, gdy mój organizm był w miarę odżywiony, to wtedy dużo się zmieniło, jeśli chodzi o moje wartości, emocje. Inaczej postrzegałam pewne rzeczy.
D: To jest piękne. Powiedz mi, jakie odczuwałaś największe skutki zaburzeń odżywiania?
M: Jeśli chodzi o skutki to na pewno brak miesiączki, co jeszcze nadal u mnie trwa. Bóle kolan, które pojawiły się – nie gdy byłam bardzo wychudzona i mega dużo trenowałam – tylko pojawiły się dopiero po tym wszystkim. Tak, jakby organizm dopiero wtedy regenerował się. Skutkiem też było moje zachowanie wobec jedzenia, chomikowanie, to że żyłam sama. Nic się dla mnie nie liczyło. Rodzina się dla mnie nie liczyła, tylko treningi i jedzenie. Skutkiem jest też to, że byłam cały czas samotna. Odcinałam się od wszystkich ludzi, w szkole i na studiach. Żyłam cały czas samotna. W swoim świecie, czyli w świecie jedzenia, diet i uprawiania sportu.
D: To jest bardzo przykre, prawda? Jeszcze z perspektywy patrząc na to, że tak wiele lat to trwało. Z drugiej strony bardzo pozytywne jest to, że Ty masz refleksję teraz i możesz teraz po części to naprawić i zmieniać przede wszystkim.
M: Tak, mogę to naprawić, jednak dużym skutkiem jest to, że dużo życia straciłam przez to, że żyłam tyle w zaburzeniach.
D: Powiedz mi proszę, jak się teraz czujesz?
M: Super. Czuję się wolna i szczęśliwa. W końcu wiem co to jest naprawdę bycie szczęśliwą, czego nie wiedziałam przez tyle lat. Szukałam szczęścia gdzie indziej, co w ogóle nie ma nic wspólnego ze szczęściem. Teraz naprawdę jestem szczęśliwa.
D: A możesz powiedzieć, co najbardziej się zmieniło? Poza tym, co mówiłaś. Co czujesz, że robi robotę tak naprawdę?
M: To, że można skupić się na rodzinie, na innych wartościach. Czucie się zupełnie wolnym od tego, że ja nic nie muszę. Nie muszę ćwiczyć, trenować, jeść tego i tego – tylko robię to, co chcę. Nauczyłaś mnie słuchać swojego organizmu. Umieć zapytać się siebie samej, czego naprawdę chcę i robienie tego. Nie nakazywanie organizmowi, tylko słuchanie go. Organizm jest bardzo mądry i on wie, czego chce.
D: Powiedz mi troszkę odnoście wychodzenia z zaburzeń i tego, jak zmieniała się Twoja dieta, apetyt i poczucie sytości. To jest bardzo ważne i wiele osób to ciekawi. Jak to się zmieniało? Czy Twoja dieta w trakcie wychodzenia z zaburzeń i teraz różni się od siebie? Nie pytam o to czy się różni od tego, co było kiedyś, bo wiadomo, że to się różni bardzo mocno.
M: Jak zaczęłam z Tobą współpracę i dałaś mi jadłospis, to na początku byłam przerażona, że mam tyle jeść. Ale jak zaczęłam to przygotowywać, to tak sobie myślałam, że niby jest tego dużo, ale nie czułam się najedzona. Z jednej strony mnie to przerażało, że mogę aż tyle jeść. Mijały tygodnie i apetyt się w jakiś sposób usystematyzował, a po kilku miesiącach się zmniejszył. Myślałam, że będę miała wiecznie ochotę jeść lody, ciastka, że się rzucę na to jedzenie, ale niczego takiego nie było. Ok, jak miałam zadanie zjeść Prince Polo, Knoppersa, czy Snickersa – zjadłam raz i potem już nie czułam, że mam na to ochotę. Wiedziałam, że zawsze mogę sobie to kupić. Nic nie mam zakazanego, więc mogę zjeść to, co chcę.
D: Wtedy też się zmniejsza napięcie emocjonalne w stosunku do tych produktów.
M: Tak. I nie ma żadnego stresu jedząc takie produkty.
D: Też było tak, że na początku miałyśmy jakiś bazowy jadłospis, ale robiłyśmy wyzwania w stylu: zjedz coś więcej, ponad ten jadłospis. Bo wiedziałyśmy, że jesteś w stanie spokojnie zjeść więcej, prawda?
M: Tak. Jadłam poza jadłospis, który miałam, ale to było przyjemne. Naprawdę czułam prawdziwą przyjemność z jedzenia.
D: Super. Później też przeszłyśmy na to, że coraz bardziej odchodzimy od schematu i coraz bardziej zwracamy się w stronę tego, co Ty czujesz, jeżeli chodzi o apetyt i o głód.
M: Tak, u mnie też było bardzo ważne to, że byłam ściśle związana z godzinami jedzenia. Miałam zawsze ustalone godziny, kiedy miałam jeść. To też było bardzo ważne, że ja pod to wszystko podporządkowywałam. Jak się gdziekolwiek umawiałam, to pierwsze było myślenie: to o tej godzinie, bo o tej muszę zjeść śniadanie. Wtedy mogłam się umówić. Współpracując z Tobą uczyłam się też tego, że jem wtedy, kiedy mam ochotę. Nie wyobrażałam sobie tego, że to się da zrobić, ale udało się i naprawdę jest super.
D: Teraz już nie jesteś za bardzo chyba związana tymi godzinami?
M: Nie, nie jestem. Organizm sam wie kiedy ma jeść, a kiedy nie.
D: Sam się domaga.
M: Tak, sam się domaga. Nie muszę o tym myśleć, patrzeć na zegarek i czekać. Jak zawsze jadłam o 13:00 i była 12:58 to nie było możliwości, żebym zjadła, tylko musiałam poczekać te 2 minuty. Potrafiłam siedzieć, patrzeć na posiłek i czekać. Na szczęście tego już nie ma teraz.
D: Powiedz mi jeszcze odnośnie planowania jadłospisu i myślenia o tym – jakbyś miała określić procentowo, ile wtedy Twój mózg zajmowały myśli na temat jedzenia i ćwiczeń, a ile teraz?
M: W czasie zaburzeń na pewno 100%. O niczym innym nie myślałam, tylko o planowaniu jedzenia i treningów. O planowaniu zakupów, przepisów tylko tym żyłam. Cały czas o tym myślałam – nawet jak spałam, to potrafiło śnić mi się, co mam zrobić, jak przygotowuje jedzenie. Cały czas tylko to. Teraz w ogóle tego nie ma. Nie muszę o tym myśleć, kiedy mam zrobić zakupy. W ogóle o tym nie myślę, jest to samowolne. Chcę to jem. Nie chcę mi się jeść, to nie jem. W ogóle o tym nie myślę. O treningach też jest dużo mniejsze myślenie. Jak mam ochotę, to ćwiczę. Nie mam ochoty, to nie ćwiczę.
D: A powiedz mi, jak to jest w momencie kiedy myślimy o jedzeniu i treningach 100% czasu, a później to znika? Co pojawia się w zamian? Jak zagospodarować czas i tą przestrzeń w głowie?
M: Pamiętam ten moment, gdzie pojawiła się straszna pustka w mojej głowie. Pisałam do Ciebie, co ja mam robić. Co mam robić, jak mam nie ćwiczyć, nie sprzątać przy jedzeniu czy nie robić czegoś do jedzenia? Pojawiła się straszna pustka, ale to minęło, bo zaczęłam szukać nowych rzeczy, które mogą mnie zainteresować. Starałam się czytać książki, słuchanie muzyki, zaczęłam oglądać seriale. Nigdy wcześniej nie mogłam oglądać, bo nie mogłam się skupić na tym. Starałam się szukać jak wypełnić tą przestrzeń w inny sposób.
D: Z mojej perspektywy to jest troszkę szukanie siebie na nowo – szukanie swoich prawdziwych zainteresowań, prawda?
M: Tak. Coś, co nie jest związane z jedzeniem i treningami.
D: A jeżeli chodzi o akceptację swojego ciała, wyglądu – to u Ciebie nie zaczęło się tak, że nie akceptowałaś swojego wyglądu, tylko chciałaś w jakiś sposób się wyróżnić. Później podejrzewam, że to się przełożyło na obsesję na temat swojego ciała. Niemniej, znosiłaś dzielnie zmiany w swoim ciele. Czy mogłabyś opisać różnicę, którą odczuwasz?
M: Współpracując z Tobą wiedziałam, że muszę przytyć i że moje ciało zmieni się. Byłam na to gotowa, ale jednak być na coś gotowym, a mieć naprawdę z tym styczność – to jest całkiem co innego. Było mi bardzo ciężko zaakceptować to, w jaki sposób wyglądam, że tak szybko tyję i ciało się zmienia. Dużym przełomem było kupienie większych ubrań – o czym mi mówiłaś – bardzo mi pomogło kupienie większych ubrań i dużo lepiej się czułam. Też było dla mnie bardzo ważne to – mimo że uważałam, że grubnę, niewidomo jak wyglądam – dzięki mojej rodzinie i bliskim, czułam się akceptowana. Czułam coś takiego, że mimo to, że grubnę to oni i tak bardzo mnie kochają i jestem dla nich tak samo ważna, jak wtedy jak byłam taka chuda. Wtedy od nich sama uciekałam. To jest bardzo dla mnie ważne, że mam akceptację od nich.
D: To też pokazuje, że wartość bycia chudym nie jest zbyt wysoka, prawda?
M: Tak.
D: To jest super. Dziękuję, że o tym powiedziałaś, bo podświadomie wiele osób boi się zmiany w ciele, przede wszystkim dlatego, że boi się zmiany swojego ciała i akceptacji własnej, ale też boi się tego, jak zareaguje na to otoczenie. U Ciebie też się zbiegło to z pandemią, w związku z czym też długi czas nie byłaś w pracy, nie widziałaś swoich znajomych i mogło to powodować taki lęk, że: co się stanie, jak oni zobaczą mnie po metamorfozie. Możesz powiedzieć, jak było, jak już się zobaczyliście?
M: Tak, bałam się tego jak zareagują znajomi w pracy, koledzy i koleżanki, jak mnie zobaczą. Był lęk, strach, ale w sumie jakoś to przeszło, że ktoś tam powiedział: o, jak super wyglądasz. Wtedy to dla mnie miało odbiór bardzo pozytywny, ale już kolejne takie miałam gdzieś. Nie ruszało mnie to w ogóle. Nie spodziewałam się czegoś takiego, bo bałam się, że będzie to miało dla mnie takie znaczenie, co ktoś o mnie powie – a tak naprawdę czegoś takiego nie było. Może 3 pierwsze komentarze, a reszta nie była dla mnie ważna – bo ważne było to, jak ja się czuję sama ze sobą.
D: To jest super, że to też się zmieniło, bo mimo wszystko taka zmiana jest dosyć duża, ale z drugiej strony widziałam to, jak zmieniało się Twoje podejście do tego wszystkiego. Na początku był to taki motor napędowy, że chcesz być zdrowa, zrobisz wszystko. Codziennie to pisałaś, że jesteś pewna, chcesz być zdrowa i tym się bardzo mocno wspierałaś. Później przychodziły zmiany, które powodowały lęk i były ciężkie. Wiadomo, że raz jest cięższy dzień, raz jest lepszy. Ty dalej szłaś do przodu, a dzięki temu, że szłaś jak burza, to szybciej byłaś w stanie dostrzegać wszystkie profity wychodzeń z zaburzeń odżywiania. To życie poza nimi. Myślę, że to dawało Tobie bardzo dużo energii w tym wszystkim.
M: Tak, życie poza chorobą – poza zaburzeniami – jest naprawdę piękne i to jeszcze bardziej napędza. To, żeby cały czas nad sobą pracować –nawet teraz – bo ta praca jest potrzebna.
D: Tak, a mogłabyś poruszyć kwestie jeszcze psychoterapii? Na początku miałaś bardzo negatywne podejście do tego i powiedziałaś, że Ty nigdzie nie pójdziesz, że tylko ja Cię rozumiem i tyle. Jakie teraz masz podejście do tego?
M: Teraz podejście na pewno się zmieniło i inaczej na to patrzę. Wcześniej patrzyłam, że mam iść na psychoterapię, żeby tylko przytyć. Byłam bardzo negatywnie nastawiona do tego i nie chciałam chodzić na żadną terapię, bo zawsze uważałam, że powiedzą mi: zacznij jeść normalnie. Wkurzało mnie to, jak ktoś do mnie mówił: zacznij jeść normalnie. Ja wtedy dostawałam szału. Powiedziałam, że już nie pójdę na taką terapię. Teraz, jak już jestem odżywiona i dużo mądrzejsza, to psychoterapia bardzo mi pomaga zrozumieć wiele rzeczy. Pracować nad sobą i nad swoim zachowaniem.
D: To jest super, bo w pewnym momencie, kiedy Ci o tym przypomniałam, pomyślałam sobie, że Ty teraz jesteś już lata świetlne od tego stanu, gdzie tylko myślisz o jedzeniu i aktywności. Zaczęłaś dużo bardziej interesować się sobą, jako człowiekiem i czytać dużo książek, więc myślę, że byłaś gotowa na to, żeby zacząć pracować intensywniej. Przeanalizować sobie to wszystko i wyciągnąć z tego najlepsze, co mogłaś.
M: Tak, bo to jest bardzo ciekawe – poznanie takiej naprawionej siebie. Dokładne poznanie siebie i swoich zachowań. Dlaczego się tak zachowuję, a nie inaczej? Taka terapia bardzo pomaga i mi też uświadomiła to, jak popadłam w zaburzenia. Co było głównym czynnikiem, a co potem się składało na to. To jest bardzo istotne dla mnie teraz.
D: Super. A powiedz mi proszę, czy czasami słyszysz jeszcze ten głos zaburzeń odżywiania? Od początku naszej współpracy minęło ponad 5 miesięcy, gdzieś mniej więcej od 2 miesięcy jest całkiem super. Ale czasami ten głos chyba jeszcze się pojawia? Czy mogłabyś powiedzieć, jak to jest? To jest jednak duża zmiana, więc też nie oczekujmy, że w 5 miesięcy totalnie ten diabeł zniknie.
M: Tak, ten głos się jeszcze oczywiście pojawia, ale staram się wyrzucać go do kosza. Jest ten głos, jeśli chodzi o ćwiczenia, jedzenie, że mam takie zawahania czy na pewno zjeść czy może już dość, może wystarczy, może już bez masła? Ten diabełek jeszcze jest, ale żeby go pokonać, trzeba robić zawsze naprzeciw. Staram się wyrzucać go do kosza. Jak myślę o jedzeniu to znaczy, że mam jeszcze zjeść. Tak mnie nauczyłaś i tego się trzymam.
D: Całkiem dobrze to wychodzi ostatecznie.
M: Tak.
D: A powiedz mi – bo miałaś taką sytuację, jak już było dobrze – że coś nagle sprawiło, że trochę myśli wszystkie zaczęły dosyć intensywnie wracać. Czy mogłabyś to opisać? Jakie masz wnioski z tego?
M: Tak, to był moment, że zważyłam się i zobaczyłam, że ważę mniej niż wcześniej ważyłam. I to mnie troszkę napędziło. Ucieszyłam się i zaczęłam automatycznie mniej jeść, ale nieświadomie. Przyjechałam do domu, mama też delikatnie powiedziała, że chyba schudłam. To z jednej strony mnie zirytowało, a z drugiej strony ucieszyłam się i to mnie napędziło. Wtedy automatycznie nie dojadałam i przez to niedojadanie zaczęły się w mojej głowie znów jakieś myśli pojawiać.
D: To też jest ciekawe, bo później jak tylko zaczęłaś jeść więcej, bo uświadomiłyśmy sobie, co się dzieje w tym momencie – to nagle te myśli zniknęły, prawda?
M: Tak, i od razu dużo lepiej się poczułam. Byłam bardziej uśmiechnięta, inaczej mówiłam, w inny sposób funkcjonowałam, nie byłam podenerwowana. W momencie kiedy jestem niedożywiona, wszystko mnie denerwuje.
D: To jest ciekawe, bo tak jak doszłyśmy do wniosku, że na Ciebie bardzo źle działa deficyt. Jak tylko jesteś w deficycie – być może to jest przez to, że lata byłaś w zaburzeniach, teraz dopiero kilka miesięcy jesteś bardziej odżywiona, więc jasne, że organizm jest bardziej czujny – ale doszłyśmy do wniosku, że u Ciebie deficyt działa od razu na psychikę i musisz się bardzo pilnować, żeby nie wpaść w deficyt i bardzo być uważna cały czas.
M: Tak, czujnym trzeba być cały czas.
D: W momencie kiedy wpadasz w deficyt, to ten diabeł staje się wzmocniony. Jak rozmawiamy przez telefon, to od razu słyszę po głosie czy dojadasz, czy nie. Dzisiaj chyba dojadasz.
M: Tak, dojadam.
D: Teraz Twoje zadanie polega na tym, że musisz być bardzo mocno skoncentrowana, żeby przypadkowo nie zacząć nie dojadać. Wiadomo, że jak już się człowiek nie skupia tak bardzo na jedzeniu, to łatwo jest czasami nie dojeść, zapomnieć i nie jest to nawet świadome. Zauważyłam też – u niektórych osób jest tak – że nawet po wyjściu z zaburzeń odżywiania deficyt negatywnie działa na organizm i na psychikę. Takie mam obserwacje i czytałam w jednej książce o tym, że tak może być. Ciekawie jest to obserwować, a jednocześnie jest to też jasny sygnał, co robić. Cały czas trzeba się pilnować, żeby jeść tyle, ile faktycznie nasz organizm mówi i nie starać się być mądrzejszym od organizmu.
M: Najważniejsze to umieć słuchać swojego organizmu. Bardzo się cieszę, że się tego nauczyłam od Ciebie. Umieć słuchać to, co organizm mówi, a nie być mądrzejszym od niego.
D: Nie jest to łatwe na początku po tylu latach w zaburzeniach, prawda?
M: Nie jest. Gdzie zawsze się mówiło: możesz to, możesz tyle. Wszystko zawsze wyliczone, zważone, a teraz puścić to wszystko w niepamięć i organizm ma sobie sam robić, co chce. To jest bardzo ciężkie. Teraz już nie, ale na początku jest to bardzo ciężkie.
D: To się łączy też z poczuciem kontroli tego, że cały czas wszystko musimy mieć w ryzach.
M: Tak, a tutaj trzeba puścić kontrolę. Nie ma już się kontroli nad tym, co organizm chce.
D: Z jednej – nie ma, a z drugiej strony – oddajemy kontrolę naszemu organizmowi.
M: Tylko jak oddamy kontrolę organizmowi, to myślimy, że on będzie jadł bez umiaru. A to tak wcale nie jest.
D: Mówisz o tym, że bałaś się, że jeżeli puścisz kontrolę, to będziesz jadła już cały czas?
M: Tak, że będę się najadać i nie wstanę za miesiąc, w ogóle się nie ruszę.
D: Tak nie jest na szczęście. Powiedz mi, co jest teraz najlepsze w byciu zdrową?
M: Najlepsze jest to, że czuje się wolność, że nie ma żadnego przymusu, jeśli chodzi o jedzenie i treningi. Mogę robić to, co ja naprawdę chcę, a nie to, co muszę robić, bo takie mam zasady, reguły, tak trzeba, muszę. Po prostu robię to, co ja chcę. Wolność i swoboda, że mogę wszędzie wyjechać, bo nie ogranicza mnie jedzenie, treningi.
D: Nie ogranicza Cię to, że na przykład jadąc w pociągu, będziesz siedziała przez parę godzin, prawda?
M: Tak, nie mogłam nigdzie tyle jeździć, bo jak siedzieć 2 albo 3 godziny? Trzeba chodzić, trzeba spalać kalorie. A teraz chociaż jadę metrem, to mogę sobie w metrze usiąść.
D: Takie małe rzeczy pokazują, jaka to choroba jest ciężka i bardzo cieszę się z Twojego procesu, z wszystkich Twoich wniosków, bo współpraca z Tobą dla mnie to była duża przyjemność. Zwłaszcza dlatego, że widziałyśmy efekty i dla mnie to była niesamowita satysfakcja obserwować cały ten proces i bardzo się cieszę z tego. A do Ciebie mam jeszcze pytanie, prośbę: czy mogłabyś powiedzieć kilka słów wspierających, motywujących, które pomogą podjąć ważną decyzję, wziąć na swoje barki i zacząć robić coś w kierunku swojego zdrowia? Ty jesteś dla mnie największym mocarzem, jeżeli chodzi o to.
M: Akurat dzisiaj taka sytuacja była, że rano widziałam dziewczynę, która na pewno ma problem, bo była bardzo chuda. Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to tak sobie pomyślałam: Boże, dziewczyno ratuj się, póki tylko możesz. Naprawdę życie bez tej choroby, jest dużo bardziej wartościowe i ratujcie się jak najszybciej, bo naprawdę ja straciłam bardzo dużo będąc w zaburzeniach i pewnych rzeczy nie da się już niestety odzyskać. Jestem teraz zdrowa, ale są rzeczy, których już nie odzyskam przez to, że żyłam tyle w zaburzeniach. Trzeba chcieć, bo nikt Was nie zmusi do tego. Potrzeba dużo determinacji i siły, ale warto z tego wyjść.
D: Dzięki bardzo. Jeszcze dodam, że to, że warto wyjść, często dopiero uświadamiamy sobie po zrobieniu jakichś wielkich kroków w stronę zdrowia, bo ciężko będąc w stanie zaburzeń, obsesji na punkcie jedzenia, niejedzenia, treningów, analizowania schematów – bardzo ciężko wyobrazić sobie, jak to jest nie mieć tego wszystkiego w głowie.
M: Tak, ja też dużo dopiero się przekonałam po jakimś czasie, jak już się odżywiłam. Jednak podejmując z Tobą współpracę, byłam bardzo zdeterminowana. Nie miałam już siły, dlatego osoby, które teraz są w zaburzeniach, jeszcze nie wiedzą i wahają się czy wyjść, czy nie wyjść – to ja mówię Wam wyjdźcie jak najszybciej i zobaczycie, jak dobra jest bułka z masłem. Chociażby dlatego warto, żeby sobie zjeść spokojnie bułkę z masłem i nikt Wam nie będzie już mówił czy musicie, czy za dużo, czy niewiadomo ile kalorii.
D: Magda, bardzo dziękuję Ci za to, że chciałaś powiedzieć swoją historię. Myślę, że z Tobą o Twoich przygodach z zaburzeń mogłybyśmy gadać jeszcze kilka godzin, bo tych niuansów jest bardzo dużo, ale i tak świetnie to wszystko opisałaś, dlatego bardzo Ci dziękuję.
M: Ja również bardzo Ci dziękuję i cieszę się, że mogłam opowiedzieć swoją historię.
D: Dzięki, pa.
M: Dzięki, pa.
Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu „To tylko dieta”. Mam nadzieję, że znalazłeś w nim coś dla siebie. Jeśli tak, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi. Informacje i linki do audycji znajdziesz w opisie odcinka. Jeśli masz pytania, po prostu napisz podcast@dieta-sportowca.pl
Życzę Ci wspaniałego dnia i do usłyszenia. Pa!
0 Komentarzy