Cześć! Z tej strony Dorota Traczyk, a Ty słuchasz podcastu „O rozsądnym podejściu do zdrowego odżywiania”. Dieta? To tylko dieta. Zapraszam na dzisiejszy odcinek z serii w krzywym zwierciadle poświęconej zaburzeniom odżywiania.
Inspiracją do nagrania tego odcinka była rozmowa z jedną z dziewczyn, która mnie słucha. Uświadomiło mi to, jak błędne jest często przekonanie na temat bulimii, na temat tego, jak sobie z nią radzić i z czego ona się w ogóle bierze?
Czy bulimia jest nawykiem?
O ile o tym drugim mówiłam trochę w poprzednim odcinku, to dzisiaj chciałabym poruszyć zagadnienie dotyczące tego czy bulimia jest nawykiem? Tak jak wiemy, zaburzenia odżywiania i nawyk, to jest bardzo powiązana kwestia, bo oczywiście mamy nawyk do tego na przykład, aby ograniczać jedzenie, aby nie robić pewnych rzeczy, aby jakoś to sobie bardzo strukturyzować. Aczkolwiek bulimia jako nawyk kojarzy nam się raczej z tym, że nawykowo, w pewnych sytuacjach, sięgamy po jedzenie i na przykład – kiedy jesteśmy smutni, to zaczynamy jeść bardzo dużą ilość jedzenia, która nawet nie jest pod naszą kontrolą, tylko puszczają nam granice i jemy bez myślenia, smaku, po prostu żeby wepchnąć to w siebie i to wszystko jest pozbawione logiki. Mówi się, że to jest nawyk. Najpierw wrócę do tej wiadomości, którą otrzymałam i która mnie bardzo zainspirowała do dzisiejszego odcinka, ponieważ promuje się takie rozwiązanie, że wyjście z bulimii polega na tym, aby odpowiednio zarządzać myślami kompulsywnymi, czyli tymi, że na przykład zjem sobie coś niedozwolonego i to spowoduje myśl, że skoro już to zjadłem, to teraz mogę już wszystko zjeść i po prostu rzucam się na to. To jest jedno takie przekonanie. Drugie jest takie, że trzeba te myśli olać, przestać liczyć kalorie, zacząć żyć pełnią życia i nie myśleć o jedzeniu. To nam załatwi bulimię, po prostu nie rób tego.
Bulimia jest konsekwencją wcześniejszej anoreksji albo konsekwencją, która rozpoczęła się na etapie diet redukcyjnych.
Więc tutaj coś przestaje się zgadzać, bo z jakiego powodu nagle zaczynamy jedzeniem reagować na silne emocje – i też nie zaprzeczam temu, że silne emocje często wywołują reakcję na jedzeniu, bo to też jest częste. Aczkolwiek powiem Wam z mojego doświadczenia, że kiedyś emocjonalnie reagowałam na jedzenie, w tym momencie, gdzie jestem zdrowa, nawet gdybym była super zestresowana, nie pomyślałabym, żeby pomóc sobie jedzeniem, bo to przecież tak naprawdę nie jest pomoc – to jest w rzeczywistości chyba tylko dobicie się. Bo nie dość, że stres źle na nas wpływa, to jeszcze jedzenie, które zaraz będzie mi ciążyło na żołądku, ma mi pomóc? Czy to ma sprawić, że przestanę myśleć? No może na jakiś czas tak, ale później ten problem nie będzie przecież rozwiązany, więc nie jest to najlepsze wyjście i może dla niektórych wydaje się to takim chwilowym rozwiązaniem problemu, ale wiadomo, długoterminowo nie jest to rozwiązanie i wszyscy o tym doskonale wiemy.
Wracając do tego, co mówiłam o przekonaniach odnośnie bulimii, to uważanie, że bulimia jest tylko nawykiem, że to jest nawyk, że my sięgamy po dużą ilość jedzenia. która zaznaczam, tak duża ilość jedzenia jaką są w stanie pochłonąć osoby z bulimią, nie jest do przejedzenia, w momencie kiedy jesteśmy zdrowi. Dlaczego? Ponieważ nasze hormony głodu i sytości nas zahamują. Wyobraźcie sobie osobę z Waszego środowiska, która nigdy nie miała żadnych zaburzeń odżywiania i przypomnijcie sobie, co ta osoba mówi, kiedy posiłek jest trochę za duży, co robi? Wpycha na siłę dodatkowe desery i inne rzeczy? – no nie. Zwykle te osoby mówią, że: Boże już nie dam rady, już zostawiam. I dla osób z zaburzeniami odżywiania to jest dziwne, bo jak można w ogóle coś zostawić, nie dokończyć tego, jeżeli nie ma się diety i nie ma się żadnych ograniczeń. Ale dla tej osoby sygnałem są hormony głodu i sytości, bo po prostu jest najedzona, organizm mówi: stop, nie chcę i to jest właśnie równowaga. Dlaczego nawykiem miałoby być to, że sięgam po ilość jedzenia, której mój organizm nie chce w takiej ilości przyswajać. Tutaj coś się nie zgadza i to przekonanie daje mi do myślenia. Oczywiście ja to doskonale wiem – raz z pracy z podopiecznymi, dwa z własnego doświadczenia, trzy z wiedzy akademickiej – że w momencie, kiedy następuje napad bulimiczny w bulimii, to nie może być to kwestia tylko nawyku, bo inaczej nie myślelibyśmy ciągle o jedzeniu. Ta dziewczyna, która do mnie pisała, ona powiedziała: mówiono mi, że to jest tylko nawyk, ale co ja mam zrobić, jeżeli ja cały czas myślę o jedzeniu? Tutaj wrócimy do pierwszego odcinka, w którym mówiłam o głodzie psychologicznym, który wynika z niedożywienia, ze złej diety. Myślę, że bagatelizowanie tego jest chyba najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, bo
- Wmawia się takiej osobie, że wszystko jest w głowie, co jest nieprawdą
- Pozbawia się jej możliwości wyjścia, jeżeli ta osoba w tym momencie nie radzi sobie z tą sytuacją
Zobaczcie, że jeżeli do tej pory ja stosowałam milion technik, które miały zapobiec temu, że ja się rzucę wieczorem na jedzenie i one nie działają, to ja czuję się bezsilna. Bo już stosowałam wszystkie metody, które znalazłam opisane w Internecie, już czytałam mnóstwo książek psychologicznych na temat tego, jak zachować umiar w jedzeniu i nadal nie potrafię sobie z tym poradzić, więc coś tutaj nie gra. Dlaczego u zdrowej osoby to nie jest problematyczne, a u osoby chorej jest to ponad wyobrażenie, żeby zapanować nad jedzeniem? Bo to nie jest kwestia tylko głowy i myślę, że zdjęcie z siebie tego ciężaru, że to wszystko jest w naszej głowie, pomaga nam znaleźć faktyczne rozwiązanie tego problemu. Moje doświadczenie zawodowe w prowadzeniu dziewczyn, które miały epizody napadowego objadania i dziewczyn z bulimią, wskazuje na prostą rzecz. To jest to samo co w anoreksji, pierwsza rzecz – odżywić organizm.
Co łączy dziewczyny, które zmagają się z bulimią?
Po pierwsze to, że jest napad, ale później jest kompensacja tego napadu. Kompensacja nie tylko ćwiczeniami, nie tylko wymiotami, ale też kolejnymi dniami diety, czyli kolejne dni wracamy na jakiś swój ustrukturyzowany sposób żywienia, zazwyczaj po napadzie jeszcze jest chęć zmniejszenia tej ilości jedzenia na co dzień. A co to powoduje? To powoduje, że w pewnym momencie napad znowu się pojawia, bo organizm znowu nie dostaje regularnie tego, co potrzebuje. To jest naprawdę bardzo proste.
Po drugie bardzo często jest tak, że w towarzystwie ograniczają jedzenie, ponieważ wstydzą się tego, żeby zjeść więcej, nie chcą zwracać uwagi na swoje jedzenie. Jeżeli zdarza się początek, taki punkt zapalny w trakcie spotkania towarzyskiego, to te osoby na spotkaniu towarzyskim, myślą naprawdę tylko o jedzeniu, które jest na stole, a nie o spotkaniu towarzyskim albo myślą też o tym, co będzie po tym, jak wrócą do domu. Bardzo często jest tak, że ograniczamy jedzenie w trakcie spotkania rodzinnego, jakiegoś ze znajomymi z pracy czy jakimikolwiek. Później wracamy do domu, punkt zapalny już został odpalony na spotkaniu i w domu zaczyna się bajlando jedzeniowe. I co się jeszcze zaczyna? Zaczyna się poczucie wstydu, stres, poczucie tego, że znowu zawaliłam, jestem gruba, nie zapanowałam nad tym, jestem słaba. Następnego dnia dalej dieta, ograniczanie, bo znowu nie wyrobiłam. To już był ostatni raz, przysięgam, to już był ostatni raz, już nigdy więcej tak nie zrobię, bo wiem jak beznadziejnie się po tym czuję. I co? I nic, bo to nie jest ostatni raz.
Jeżeli nie zmienimy swojej diety, nie wyregulujemy jej, to magicznie to [napady] nie zniknie.
Tutaj podałam takie bardzo obrazujące porównanie do objadania się w bulimii. Jedzenie to jest nasza bardzo podstawowa, fizjologiczna potrzeba. Inną taką potrzebą jest na przykład oddawanie moczu. Zobaczcie, że jeżeli chce mi się siku, to nie ważne ile czasu będę sobie wmawiać, że mi się nie chce tego siku, to ja w pewnym momencie już nie wyrobie i się zsikam. Mówię to już bardzo obrazowo, ale to samo jest z jedzeniem.
Jeżeli ja będę sobie wmawiać, że nie myślę o jedzeniu, mimo że myślę o jedzeniu non stop, to coś organizm chce mi w ten sposób przekazać.
Jeżeli ja non stop myślę o jedzeniu i mam ochotę zjeść ponad normę, to coś to oznacza. Nie oznacza to, że ja sobie wmawiam, że mi się chcę, tylko faktycznie mi się chcę. Myślę, że tutaj brakuje bardzo zaufania do naszego organizmu, który jest naprawdę inteligentny, nie można olewać jego podstawowych potrzeb i to w bulimii powinno nam dać znać. Tak samo w wielu przypadkach napadowego objadania się, że jeżeli nasz mózg ciągle kieruje nas w stronę jedzenia, to on czegoś od nas potrzebuje, czego mu nie dajemy. Zazwyczaj w bulimii jest to ograniczanie jedzenia na co dzień. W wielu przypadkach jest to źle zbilansowana dieta, chęć niemyślenia o diecie, więc olewanie jej totalnie, niezaspokajanie bardzo prawidłowych potrzeb, bardzo podstawowych, no i właśnie to, że ciągle staramy się ograniczać siebie na co dzień, więc co jakiś czas puszczają nam bariery. Bo o ile w anoreksji zachowana jest determinacja, że organizm jest w takim stanie, że nie przychodzą momenty objadania się, to w bulimii jest tak, że one przychodzą i z racji tego, że dalej chcemy naszą masę ciała ściśle kontrolować, to później po prostu to kompensujemy.
Innymi przyczynami dlaczego też niektóre osoby z bulimią kompensują epizod – bo pamiętajmy, że epizody często też są planowanymi wydarzeniami, że planujemy, że dziś wieczorem zrobię sobie wielką ucztę, a później się tego pozbędę – często jest taki sposób na rozładowanie stresu i jest niestety bardzo szkodliwy dla nas. Ale też usłyszałam coś takiego, że – zwymiotowanie czy skompensowanie ćwiczeniami daje mi uczucie ulgi – zastanawiałam się, z czego to może wynikać? I zawsze wracam do jednego, że uczucie ulgi po tym, jeżeli zrobimy coś takiego związanego z zaburzeniami odżywiania, jakieś przyzwyczajenie związane z zaburzeniami odżywiania, to poczucie ulgi i bezpieczeństwa pojawia się wtedy, kiedy czujemy się pod kontrolą. Czujemy, że mamy pod kontrolą nasze ciało, że możemy coś zrobić, że nic nas nie ogranicza, w odróżnieniu od hormonów, które są, będą i nigdy z nimi nie wygramy. Musimy sami sobie pozwolić jeść więcej na co dzień, bo na co dzień mamy silne poczucie, że nie możemy jeść więcej, nie zasłużyliśmy, nie powinniśmy tego robić, to jest dla nas złe, to spowoduje, że będziemy tyli i tak dalej. Zauważcie, że bardzo często pojawiają się takie stwierdzenia, że: jak ja bym jadła tak, jak moi znajomi, ludzie dookoła, czyli normalnie, to bym po prostu cały czas tyła. Kojarzycie takie teksty? I najlepsze jest to, że zazwyczaj te osoby, które to mówią, nie sprawdzają, jak to jest jeść normalnie, do uczucia sytości, której na początku może nie być przez wszystkie diety. Tylko zwyczajnie cały czas tkwią w tym przekonaniu, że one nie mogą zacząć jeść więcej, bo strasznie zaczną tyć. Nie mogą tego zrobić, ponieważ źle to na nie wpłynie, ale nigdy tego nie sprawdzają, więc kończą z napadami. Najgorsze jest to, że
Bulimiczne zachowania, im są bardziej intensywne, im bardziej rygorystyczną dietę się stosuje – tym są silniejsze i częstsze.
Co ciekawe, będą pojawiać się zachowania, dolegliwości depresyjne i to wszystko jest bardzo ściśle połączone. Nawet miałam przypadek dziewczyny, która myślała, że ma depresję, ale tak naprawdę chodziło stricte o dietę, nieprawidłowe odżywianie i to jest naprawdę bardzo częsta sprawa, że bulimia czy anoreksja łączą się z depresją, ale to wynika zazwyczaj z niedożywienia. Jeżeli zmagasz się z depresją, a masz zaburzenia odżywiania, to musisz wiedzieć, że odpowiedzialność leży po Twojej stronie i tylko Ty możesz sobie pomóc. Poprzez zaczęcie normalnego odżywiania, jedzenia więcej niż potrzebują inni, ponieważ zazwyczaj potrzeby osób z zaburzeniami odżywiania są troszeczkę skompensowane ostatnimi latami zaburzenia, więc mamy deficyty składników mineralnych, często witamin, ale przede wszystkim deficyty energetyczne, deficyt tego, aby konsekwentnie dostarczać kalorie w przeciągu dnia. Więc tutaj jakakolwiek dieta, IF-y, diety roślinne i tak dalej, to wszystko łączy się z ograniczeniami w diecie, które w tym momencie zdrowienia są totalnie niepotrzebne. Też tak się śmiałam z moją jedną podopieczną, która stwierdziła, że: a może powinnam wykluczyć teraz cukier, bo już jem przez jakiś czas wszystko. Też już włączyłyśmy produkty rekreacyjne, których przez wiele lat nie jadła i ona tak poczuła, że: a może teraz powinnam jeść trochę zdrowiej, chociaż w moim odczuciu, ta dieta jest zdecydowanie zdrowa, tylko uwzględnia produkty rekreacyjne, których wcześniej nigdy nie było. A jak wiemy…
W głowie osób z zaburzeniami odżywiania produkty rekreacyjne są takimi brudzącymi naszą dietę produktami – niszczącymi nieskazitelność diety.
Tutaj pojawiła się taka chęć, żeby odrzucić znów te produkty, czyli znowu się zacząć ograniczać, po to, aby być zdrowsza i tak dalej. Ja mówię: kurczę ile lat byłaś na diecie, która była „ekstremalnie zdrowa”? Oczywiście to nie była zdrowa dieta. Ona nie dostarczała wszystkiego. Ona prowadziła do wygłodzenia, kiepskiego stanu zdrowia i psychiki. Ile lat byłaś na „super zdrowej” diecie i zobacz jaka byłaś zdrowa wtedy. Oczywiście to było trochę ironicznie powiedziane, ale…
Super zdrowa dieta, ekstremalnie zdrowa dieta, czyli przegięta dieta – tak naprawdę ortoreksyjna – nie jest zdrową dietą, zwłaszcza kiedy łączy się z deficytem i z presją na to, żeby mieć niezabrudzoną słodyczami, cukrem, mąką białą i dodatkami do żywności dietą.
Zdrowa dieta, to jest dieta, która opiera się na prostych produktach w większości 70-80-90% nawet, ale nie łączy się ze stresem, w momencie kiedy mamy zjeść coś innego, kiedy ktoś nas częstuje czekoladą. Nie powoduje tego, że: nie, ja nie mogę tego zjeść, nie mogę zjeść kawałka czy 2 kawałków czekolady, bo albo się rzucę na całą czekoladę zaraz w chacie albo będę czuła, że moje ostatnie 3 miesiące czy 4, rok, dwa czy 15 lat bez cukru, zostało teraz przekreślone, że ja zgrzeszyłam. Teraz po prostu już nie ma odwrotu. Teraz już czuję się beznadziejna ze sobą, ponieważ zrobiłam coś, co kontrolowałam przez tak długi czas. To jest silne przywiązanie i czy naprawdę ilość cukru w tej kostce, 2 czy nawet całej czekoladzie, jest w stanie zrobić coś gorszego naszemu zdrowiu niż stres związany z ograniczaniem i przechodzeniem przez granice zaburzeń odżywiania? Nie sądzę i wiem to doskonale, ponieważ ja sama teraz prywatnie też jem słodycze. To nie są jakieś wielkie ilości słodyczy, bo ja nie potrzebuję ich nie wiadomo ile. Jestem w stanie zjeść kostkę, dwie kostki czekolady, jak mam większe zapotrzebowanie to nawet więcej, ale nie przeżywam tego. Czuję się teraz najzdrowiej w życiu, a jem absolutnie wszystko. Powiedziałam sobie, że nie ma żadnych ograniczeń, chyba, że czegoś naprawdę nie lubię. A przyznaję, że nie lubię bardzo tłustych rzeczy, smażonych, jest kilka produktów, ale są to zarówno zdrowe, jak i „mniej zdrowe produkty”, które nigdy nie będą stanowiły bazy mojej diety, bo zwyczajnie mój organizm też mi podpowiada, co jest dla mnie dobre. A jako osoba, która większość czasu w swoim życiu była na diecie, też doskonale wiem, co mi służy w tym momencie i mam na wszystko energię, dobrze się czuję, nie mam żadnych spadków energii, moja masa ciała jest bardzo prawidłowa, mam siłę do ćwiczeń i do wszystkiego. Jestem zadowolona. Mogę jeść wszystko, nie muszę o tym myśleć.
To, co jeszcze ciekawego Wam powiem – może to nie jest stricte związane z dzisiejszym tematem, ale to jest niesamowita obserwacja, którą ostatnio poczyniłam – mianowicie zrozumiałam po tylu latach, gdzie zaburzenia odżywiania są za mną, że o ile mój mózg był skoncentrowany na jedzeniu przez ostatnie może 15 lat, to ja tak naprawdę nie interesuje się jakoś wielce jedzeniem, to nie jest dla mnie istotne. Bazuję na dietach, bardzo prostych przepisach, zawsze myślę od takiej strony, co ta osoba będzie w stanie zjeść, przygotować sobie, aniżeli myśleć o tym, że: jakie tam przepyszne kombinacje, roladki z cukinii z serkiem łososiowo-szparagowym zapewnić, tylko raczej jak wkomponować to w styl życia tej osoby. Też zrozumiałam, że zainteresowanie moją dietą teraz, kiedy jestem zdrowa, jest tak małe, że cieszę się, że nie egzystuję sama, bo moja dieta mogłaby być bardzo monotonna przez to, że nie jest to moja wielka pasja, zainteresowanie, aby przygotowywać nie wiadomo jak różnorodną dietę. Aczkolwiek nawykowo to sobie wypracowałam, że wiem, co musi się w diecie znaleźć. Nawykowo to spożywam i dzięki temu czuję się fantastycznie. To jest osiągnięcie, bo okazuje się, że
Po wyjściu z zaburzeń odżywiania może się okazać, że jedzenie nie jest dla Was aż tak atrakcyjne, ciekawe i jest miejsce na olbrzymią ilość różnych, innych, ciekawych rzeczy, zainteresowań.
Nie ma stresu związanego z jedzeniem, bo nie trzeba o nim ciągle rozmyślać. To jest jedna z głównych zalet wyjścia z bulimii czy z anoreksji, że okazuje się, że jesteśmy w pewnym sensie innymi ludźmi. Zwłaszcza jeżeli w zaburzeniach tkwimy przez wiele, wiele lat. Okazuje się, że nasze pasje, inne, prawdziwe mogą się pokazać, kiedy wychodzimy z zaburzeń, bo nasz mózg nie musi być przesadnie skupiony na jedzeniu, tak jak w zaburzeniach. On jest skupiony na jedzeniu z tego względu, że nie dostarczamy mu tego, co powinniśmy. Hamujemy naszą naturalną masę ciała, cały czas rygorystycznie podchodzimy do jego pomysłów, staramy się go skontrolować, czego się nie da zrobić. Jeżeli cały czas myślimy o jedzeniu, cały czas planujemy, analizujemy i tak dalej, to kto kontroluje to nasze jedzenie? To my kontrolujemy to jedzenie planując wszystko? Czy to nasz mózg, który nie daje nam spokoju i cały czas musimy o tym myśleć?
Mózg nas kontroluje i hormony nas kontrolują, ponieważ one chcą tylko jednego – one chcą się najeść.
One chcą bez wielkich restrykcji podchodzić do diety, mieć jedzenie „na wyciągnięcie ręki”, ale po to, aby czuć się bezpiecznie, żeby powiedzieć, że: ja nie chcę, wiem, że wszystko możesz mi dostarczyć, doskonale wiem, że wszystko jest dla mnie dostępne, kiedy będę potrzebował, ja teraz po prostu nie chcę. A Jeżeli on cały czas się czuje zagrożony, czyli cały czas mówisz: nie, teraz od jutra dieta, czyli 1300 kalorii plus jeszcze dorzucę Ci treningów, żeby się za bardzo nie rozhuśtał, żebyś za bardzo nie zaczął szaleć z masą ciała. Nie, nie, nie, bo ja chce ważyć xx, a nie tyle co Ty. To jak organizm, mózg ma funkcjonować? Przecież jasne, że teraz będzie kierował myśli na jedzenie, jeżeli tego potrzebuje, to jest oczywiste i jasne, że będzie prowokował napady. Napady są zwykle, nie dlatego, że ja mam wielką ochotę na te rzeczy, bo podczas napadu nie czuć jakoś wielce smaku. Pierwszy gryz czuć, drugi też czuć. Są takie motywujące grafiki, które mówią, że: pierwsze dwa gryzy czujesz, a później odstaw, bo przecież i tak już tego nie czujesz, ale podczas napadu bulimicznego to jest w ogóle inna historia, bo je się bezmyślnie, po prostu pakuje się to jedzenie do buzi i to jest jakby poza naszą kontrolą. Inaczej byśmy do tego nie dopuszczali. W związku z czym jest to wyładowanie napięcia naszego organizmu, w związku z tym że cały czas odmawiamy mu dostarczenia prawidłowej ilości jedzenia. Nie ukrywam, że jeżeli słyszę, że: to jest wszystko w głowie, to jest nawyk. Po prostu zacznij żyć i jedz normalnie, skrót diet, olej wszystkie diety i tak dalej, to zgadzam się z tym.
Diety redukcyjne out. To w nie jest moment na żadne diety redukcyjne, nawet jeżeli zmagasz się z troszeczkę wyższą masą ciała – do tego będziesz mógł wrócić. Ale najpierw zadbaj o potrzeby swojego organizmu, czyli najpierw wyrzuć z głowy na jakiś czas to, że musisz się odchudzać, ponieważ jeżeli masz napady, to hormony są totalnie rozregulowane. To nie jest w Twojej głowie – w Twojej głowie jest to, że myślisz, że to jest w Twojej głowie i to jest ta słabość. W rzeczywistości to jest potrzeba organizmu i regularnego dostarczania pożywienia. Więc zazwyczaj to, jak pracuje z podopiecznymi, którzy mają bulimię, zwłaszcza z tymi, którzy zmagają się z nadwagą, to jest po pierwsze – uregulowanie diety. Żeby pokazać mu, że to, co myślał przez ostatni czas, to, gdzie się naczytał, czy na jakichś mentoringach usłyszał, że: to jest wszystko w Twojej głowie i po prostu przestań, po prostu żyj i nie myśl o jedzeniu. To nie jest proste i jeżeli problem jest w niedożywieniu, to sorry, ale to nie zadziała. Nie wiadomo jakbyśmy chcieli, na przykład jak z oddawaniem moczu. Najpierw to regulujemy. Napady ustają zazwyczaj bardzo szybko i dopiero później zajmujemy się redukcją, która jest już rozsądna. To nie jest redukcja na tych samych zasadach, które były wcześniej. Ona jest przeplatana odżywieniem organizmu, przerwami, po to, aby organizm nie wrócił do stanu zagrożenia, że znowu to jedzenie będzie poza moim zasięgiem i nie mogę być spokojny, bo nie wiem, czy ono zaraz zostanie ucięte, czy nie.
Uwierzcie mi, że organizm, który jest w bezpiecznym miejscu dla siebie, który wie, że jedzenie jest zawsze dla niego dostępne, kiedy jest głodny, bardzo się odwdzięcza.
Na pewno każdy z nas ma dookoła siebie osoby, które nie były na dietach, są szczupłe, mają zawsze energię, jeżeli są głodne to jedzą i tak dalej. To jest naturalna regulacja przez organizm. To jest do osiągnięcia przez każdego z nas, ale zobaczcie, że jeżeli cały czas organizm jest ograniczany, on cały czas czuje się niebezpiecznie. Także to jest moje przesłanie – jedynym nawykiem bulimii – który jest faktycznie nawykowy i to w bardzo silny sposób – jest to, że ciągle staramy się ograniczać jedzenie. To jest nasz nawyk, że ciągle przechodzimy na dietę, podświadomie ucinamy jedzenie. To jest nawyk i to jest to, co Ty możesz zrobić, żeby po prostu sobie pomóc. Nawykiem nie jest to, że nawykowo sięgasz po dużą ilość jedzenia, może w pewnym stopniu, ale naprawdę malutkim, w porównaniu do tego pierwszego. Hormonów nie zaczniesz kontrolować, pamiętaj.
Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu „To tylko dieta”. Mam nadzieję, że znalazłeś w nim coś dla siebie. Jeśli tak, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi. Informacje i linki do audycji znajdziesz w opisie odcinka. Jeśli masz pytania, po prostu napisz podcast@dieta-sportowca.pl
Życzę Ci wspaniałego dnia i do usłyszenia. Pa!
0 Komentarzy