Cześć. Z tej strony Dorota Traczyk a Ty słuchasz podcastu „O rozsądnym podejściu do zdrowego odżywiania”. Dieta? To Tylko dieta. Zapraszam na dzisiejszy odcinek z serii dieta sportowca prosto z bloga. 


Ostatnio na Instagramie ponownie zapytałam Was, który z zaproponowanych przez mnie tematów jest ciekawy. Tym razem większość z Was wybrała temat od czego zacząć po kombinacjach dietetycznych, no i temat, który właściwie mówi zwykle o tym samym, czyli co zrobić, jeżeli jesteśmy na diecie od zawsze i jak w ogóle do tego podejść. Co zrobić ze swoją dietą? Zwykle odnosi się to też do tego, że oczywiście mamy po prostu dosyć, albo jesteśmy na diecie, męczymy się na niej, a jak nie jesteśmy na diecie, to zwykle jemy za dużo albo mamy tak już rozwinięty głód psychologiczny – o którym mówiłam poprzednio – że jest po prosty nam super ciężko, bo musimy się zwykle pogodzić z tym, że albo przytyjemy, albo znowu będziemy na diecie, która jest dla nas uciążliwa. Więc, dzisiaj temat o diecie normokalorycznej.

Kiedy warto ją zastosować?

Myślę, że już znacie po części odpowiedź, przy tym wprowadzeniu – i co zrobić, co to tak na prawdę nam da. Chciałabym, aby ten odcinek troszeczkę był motywacyjny dla wszystkich, którzy na diecie są od lat dla tych i dla tych, którzy nie wiedzą po prostu, co zrobić ze sobą w kwestii dietetycznej. Zwłaszcza właśnie, jeżeli dotyczy ich temat kombinowania, skakania po dietach, korzystania z diet, które znaleźli w Internecie, które zachwalali ich znajomi, które po prostu były, gdzieś tam modne, no niestety, no gdzieś tam ta moda się tworzy dietetyczna. Jeżeli coś jest modne, to nagle po prostu jest wszędzie o tym. Nagle ta dieta wydaje się najsensowniejszym rozwiązaniem i dlatego też często decydujemy się na jakieś takie, dziwne kroki, których później jest nam po prostu szkoda.

Zrobiliśmy coś, żyliśmy wcześniej normalnie, a tutaj nagle wykluczenie miliona produktów i właściwie po co to? Wydawało nam się, że czujemy się dobrze, a z perspektywy później patrzymy, że nie było to warte, tak naprawdę, tego całego naszego starania się.

No ale teraz jesteśmy już mądrzejsi, prawda? Jeżeli jesteśmy mądrzejsi, to możemy przejść do dzisiejszego odcinka motywacyjnego, dotyczącego oczywiście diety normokalorycznej. Zapraszam serdecznie.

Po pierwsze. Kiedy taką dietę normokaloryczną warto jest zastosować? Tak, jak już powiedziałam na wstępie, no na pewno wtedy, kiedy mieliśmy do czynienia z przeróżnymi kombinacjami. Kombinacjami zarówno eliminacyjnymi, czego nasz organizm nie wymagał – po pierwsze. A po drugie, jeżeli była to silna restrykcja kaloryczna albo jakaś taka, dziwna dieta po prostu. Dziwna dieta czy dieta bez diety – że tak powiem – czyli dieta, na której ograniczaliśmy mocno po to, żeby schudnąć, ale i tak za dużo w sumie z tego nie wyszło. No więc tak. Jeżeli zabieramy się za jedzenie i chcemy podejść do tego w końcu zdroworozsądkowo, czyli tak jak ja to lubię najbardziej określać i naszym celem jest redukcja masy ciała, jeżeli oczywiście mamy z czego zrzucać, bo nigdy nie promuję diet redukcyjnych u osób, które tego po prostu nie potrzebują. A po drugie, jeżeli chcemy wyjść z diety redukcyjnej, czyli coś tam już schudliśmy, ale boimy się, że jakikolwiek teraz krok spowoduje, że cofniemy się teraz do tego, co było kiedyś. Czyli powiedzmy, przytyjemy znowu. A po drugie, jeżeli zbyt mocno skupiamy się na diecie i wiemy, że nie jest to normalne, gdzie nam to przeszkadza, bo jesteśmy troszeczkę takimi więźniami dietetycznymi. Więźniami diety, która sobie serwowaliśmy. Te trzy przypadki, czy nawet cztery, są wskazaniem do tego, żeby dietę normokaloryczną w mojej opinii zastosować. Powiem wam, że ja to bardzo często robię u moich podopiecznych. Bardzo wielu osobom chcę pokazać, ile tak naprawdę mogą jeść, tak naprawdę nie przybierając na masie ciała, czując się dobrze i rozwiązując tak naprawdę wszystkie swoje problemy czy to trawienne, czy to dotyczące konieczności liczenia kalorii, czy ciągłego myślenia o jedzeniu, czy takiej zbyt dużej uwagi przywiązywanej do diety i do konkretnych produktów, które mogą, których nie mogą. Bo niektóre są zabronione produkty oczywiście. No nie, tego jak najbardziej nie chcę u swoich podopiecznych i u Was też, dlatego też dzisiaj ten temat, który myślę, że rozwiązuje wiele problemów. I teraz tak, po pierwsze właśnie te wszystkie powody, o których wspomniałam są wskazaniem. A teraz troszeczkę informacji na temat tego…

Dlaczego ja dietę normokaloryczną opisuje tak, jakby to była jakaś magiczna kolejna dieta?

No powiem wam, że to jest jedyna magiczna dieta, w ogóle jaka istnieje, dlatego że dieta normokaloryczna to jest dieta, którą zazwyczaj nasz organizm chce utrzymać. Czyli przy takim normalnym okresie, w którym nie byliśmy jakoś mocno wygłodzeni, czyli organizm nie ma tendencji do tego, żeby się objadać.

Organizm zawsze będzie dążył do tego, żeby przyjmować tyle kalorii ile potrzebuje.

Zwykle – jeżeli oczywiście nie jest to okres po głodówce czy tam po bardzo, bardzo restrykcyjnej diecie – nasz organizm, nasz mózg nie kieruje nas do tego, abyśmy nadmiernie tyli, dlatego też wydaje mi się, że takim choć trochę udowodnieniem tej mojej hipotezy może być to, że pewnie znacie osoby, które nigdy nie były na diecie. I jest ich duża ilość. One jedząc sobie tak jak chcą, słuchając po prostu organizmu utrzymują masę ciała od lat, prawda? Zwłaszcza, jeżeli zwracają uwagę na to, aby to pożywienie było po prostu zdrowe. Zdrowe czy niskoprzetworzone, takie dobre jedzenie. Prosta, fajna dieta. Więc nasz organizm będzie dążył do diety normokalorycznej naturalnie. W związku z czym,

Jeśli już na diecie normokalorycznie będziemy, no to będzie nam dosyć łatwo ją utrzymać.

Jeżeli nie mamy żadnych skrzywień dietetycznych też pod kątem psychologicznym, bo tutaj też nie chcę tego pomijać. Oczywiście jak zwykle pomijam kwestie kliniczną, bo nimi się nigdy nie zajmuję.

Właściwie dlaczego określam ją [dietę normokaloryczną] dietą magiczną?

Po pierwsze, zastanów się nad tym, zastanówcie się nad tym, kiedy tak naprawdę jadłeś tyle, ile potrzebujesz? Zwykle, jeśli przechodzimy na dietę, to są to jakieś kombinacje albo deficyt, albo masa, albo eliminacja, albo coś tam, co tak naprawdę mija się z tym, abyśmy jedli tyle, ile faktycznie nasz organizm potrzebuje.

Czyli nasz wydatek energetyczny równa się ilości kalorii, którą przyjmujemy, prawda? Którą zjadamy.

No właśnie, kiedy to było? Powiem wam, że jak czasami zadaję to pytanie moim podopiecznym, to oni tak myślą i w sumie nie są w stanie powiedzieć, bo jeżeli są w jakimś takim, kole dietetycznym, to albo jest to redukcja, albo jest to eliminacja z redukcją przy okazji, albo jest to okres niekontrolowanego objadania się. I to jest bardzo, bardzo częste. Ja wtedy mówię:

No dobra, no to zaczynamy od diety normokalorycznej.

I wtedy:

Ooo, a ja nie przytyję? Nie przytyję jedząc 2300 kalorii, jeżeli teraz, na co dzień jadłam na przykład 1600 kalorii, a w weekendy tak mi trochę puszczały wodze kontroli i jadłam do oporu? Ale już wtedy nie liczyłam, bo wtedy już wiadomo, że dieta nie działała.

No i później się okazuje, że po pierwsze nagle jakiś ten nadmierny apetyt się zmniejsza po czasie. Super, fajnie. Nie mam ochoty dojadać wieczorem, jest mi trochę dziwnie z tym, bo zawsze dojadałam, prawda? Po drugie mam dużo więcej energii. Energii na co dzień i energii na treningach. Jestem bardziej, jakiś taki, zadowolony z życia, nie czuję się zamulony. Po drugie, jeżeli jestem kobietą, często odzyskuję okres, chociaż to oczywiście nie zawsze tak jest, bo często albo żeby odzyskać okres jest potrzebny surplus kaloryczny i przytycie po prostu, albo uregulowanie diety też. W końcu czuję, że robię progres na treningu.

Czyli, jeżeli podnoszę ciężary, to zaczynam podnosić więcej. Jeżeli biegam, to mam więcej powera, bo nie jestem w deficycie, tak?

Czyli wydatkuję jeszcze więcej energii na treningu niż wcześniej. Po drugie, często na wskutek diety redukcyjnych – różnych, przeróżnych diet – nasza mikroflora jelitowa po prostu jest niedożywiona. W związku z czym też jakby metabolizm, który narażony jest na ciągły deficyt, on po prostu robi się bardziej adaptacyjny, więc i tarczyca troszeczkę tak jakby – ja mówię, że to nie jest naukowe stwierdzenie – ale spowalnia swoje tempo, tak? Spowalnia tempo, wydzielanie hormonów jest po prostu niższe, przez co czujemy się gorzej, a to też wpływa na nasz układ pokarmowy. 

Więc wyrównanie kaloryczności diety, będzie też wpływało bardzo pozytywnie na nasz układ pokarmowy i tego nie można pomijać.

Dalej, prawidłowa regulacja cukrów w końcu się odgrywa gdzieś tam. Prawidłowy cykl menstruacyjny, to co wspomniałam, no i prawidłowe libido. Dalej, ładniejsza skóra, paznokcie, wszystkie takie efekty kosmetyczne. Często pozbywamy się też nasilonej retencji wody. Mamy mniejszą skłonność do tej retencji, jeżeli nie stresujemy organizmu dietą i nadmiernym wysiłkiem fizycznym. Nie wiem czy potrzebujecie jeszcze więcej przekonywania, że ta dieta jest naprawdę fantastycznym wyjściem. Nawet jeżeli chcemy dalej schudnąć, to zróbmy sobie – jeżeli dawno nie byliśmy – zróbmy sobie dłuższy okres bez diety redukcyjnej, bo to jaki komfort możemy poczuć, jaki luz psychiczny. Uczucie po prostu normalności, braku liczenia kalorii i tak dalej, myślenia o tym.

To jest po prostu, naprawdę warte tego, zwłaszcza jeżeli dosyć długo te diety stosowaliście.

Myślę, że wielu z Was może z tego skorzystać i jeżeli macie jakiekolwiek z tych wspomnianych problemów czy to z układem pokarmowym, czy to nadmiernym apetytem, czy to z takimi psychicznymi skłonnościami do tego, żeby się objadać i to jest takie coś, co określamy w ogóle – mnie to zawsze bardzo smuci, jak podopieczni mówią, że no, bo ja emocjonalnie jem, bo ja zajadam stres i tak dalej. W większości nie bagatelizuję absolutnie tego ale w bardzo dużej ilości przypadków, jest to po prostu niedojadanie na co dzień. Czyli na co dzień, jakby ten swój organizm zahamowujemy i mówimy no nie, nie dostaniesz tyle jedzenia, ile chcesz. Nie dostaniesz, nie dostaniesz! I w końcu on się wkurza i mówi stop – i to też mówiłam w poprzednim podcaście. Jest to naprawdę super ważne, żeby dostarczyć tyle energii, ile potrzebujemy. O tym też pisałam posta na blogu, na którego podstawie stwierdziłam, że nagram Wam, bo myślę, że przekaz ustny jest bardziej skuteczny i chcę po prostu Wam powiedzieć, że jest to ważne. Jest to ważne po okresie takiej diety nijakiej. Nijakiej czyli wiem, że chcę schudnąć, ale nie chcę tego liczyć, więc po prostu będę jadł połowę. To jest najgorsze. Po prostu to jest najgorsze, bo w pewnym momencie siadają nam też hamulce i zaczynamy wariować. Nie wiemy jak to zrobić, co, gubimy się, jak dieta, paleo, keto, haika, wegan, czy jakakolwiek inna. No nie, to ma w ogóle krótkie nóżki to wszystko.

Najlepiej jest wyregulować sobie dietę, jeść normalnie, uregulować sobie ilość posiłków i też makroskładników, mniej więcej jakoś tam sobie określić, ile tego najlepiej jeść, abym czuł się dobrze, abym czuł się usatysfakcjonowany po tych posiłkach, aby one dla mnie były właściwe, wartościowe. I też dające przyzwolenie na to, aby w moim jadłospisie znajdowały się produkty tak zwane złe, zakazane, takie które sobie odmawiałem i tak dalej. To gwarantuje nam, że nasz organizm będzie działała naprawdę lepiej. Lepiej, bo dużo mniej stresów w naszym organizmie, my jesteśmy bardziej zadowoleni, bo w końcu jakiś większy luz. Nie musimy się nad tym fiksować, a to oczywiście będzie miało bardzo pozytywny skutek – bo tak, jak pewnie się ze mną zgodzicie – zarówno fizyczność nasza, nasze ciało, jak i nasza psychika, czyli w ogóle nastawienie do tego, samopoczucie ze sobą i takie uczucie relaksu są od siebie zależne. A powiem wam też, tak z mojego doświadczenia, z moich obserwacji wynika, że osoby, które bardzo się fiksują na diecie czy bardzo są w ten temat wkręcone, no to bardzo dużo z nich ma takie objawy psychosomatyczne. To nie jest moja działka, bo ja jestem dietetykiem, ale to jest moje takie luźne spostrzeżenie. Możecie napisać czy się ze mną zgadzacie, czy nie.

Bardzo często jest tak, że jeżeli za bardzo się na tej diecie skupiamy, no to czujemy takie negatywne objawy fizyczne, prawda?

Fizyczne, nawet nie mówię o tym, że jak jemy mało, no to mamy mało energii, bo wydaje mi się, że jest to oczywiste, ale powiem Wam, że ja kiedyś sama, już będąc dietetykiem, poszłam biegać. Pamiętam, że miałam taki zryw, że zaczęłam biegać, chciałam wyjść ze swojej kontuzji i tak dalej. Poszłam biegać i mówię o mój Boże, ja już nie potrafię biegać. Ja już nie będę nigdy biegaczem, bo moje nogi po prostu mnie nie niosą. Ja nie wiem, one są takie jak strasznie ciężkie bale. Ja nie wiem, jestem po prostu beznadziejnym biegaczem. Po czym się skapnęłam, że jem za mało i to dużo za mało. Powiem Wam, że wystarczyło po prostu zwiększyć ilość energii o jakieś 500-600 kalorii, czyli wyjść z deficytu, i nagle te nogi magicznie mnie zaczęły nieść. Nagle miałam dużo więcej motywacji do treningu, bo chciało mi się. Moje ciało chciało się ruszać, chciało utrzymywać masę ciała. No ale nie chciało być w deficycie, więc oczywiście, nie chciało mi pozwolić na to, żebym poszła znowu na trening, na który nie mam siły tak naprawdę. To jest dosyć logiczne i jakby spojrzenie na swoją dietę, na swoją aktywność od tej strony naprawdę powoduje, że czujemy się odciążeni. Mam nadzieję, że nie tylko ja tak czuję, ale i Wy się z tym zgodzicie. Teraz odpowiem na pytanie jak to zrobić.

Od czego zacząć?

Bo to też jest część tematyki naszego dzisiejszego spotkania. Po pierwsze musimy oszacować swój faktyczny wydatek energetyczny, czyli swoje faktyczne zapotrzebowanie. Ja wiem, że my nie jesteśmy kalkulatorami i jeżeli nigdy tego nie robiliśmy, to będzie nam dosyć trudno wydatek swój oszacować. Tutaj albo możemy się posłużyć kalkulatorem takim energetycznym, który znajdziemy sobie w Internecie. Ja najczęściej korzystam z tego wzoru Mifflina St. Jeora – nie wiem jak to się czyta – i on jest dostępny w takim bardzo fajnym kalkulatorze, który zresztą ja sama używam do określania zapotrzebowania moich podopiecznych. Ten kalkulator nazywa się Intermittent Fasting Calculator [niestety jest on nieobsługiwany przez nieaktualną już wtyczkę Adobe Flash Player] – wiecie to niby jest do Intermittent Fasting – ale ja to korzystam sobie do tego, bo jest tam fajny kalkulator do obliczania podstawowej przemiany materii i całkowitej przemiany materii [teraz polecam ten]. Na podstawie tego oraz na podstawie wywiadu dietetycznego, jestem w stanie oszacować ile mniej więcej mój podopieczny będzie potrzebował. Liczę plus szacuję, ale Wam będzie najłatwiej to po prostu to wyliczyć przy pomocy tego równia i zobaczyć. Dostosować się jaką tam macie aktywność fizyczną. Zresztą opisałam tam to też w poście na blogu, który będzie w opisie do tego odcinka. Tam sobie zerknijcie, bo tam też opisałam, jaki przyjąć sobie współczynnik aktywności fizycznej i on może wam bardzo pomóc.

Pamiętajcie, aby nie zaniżać swojej aktywności fizycznej, ani nie przeszacowywać jej.

Myślę, że warto jeżeli czujemy się naprawdę zagubieni, skorzystać po prostu z pomocy kogoś, kto ma w tym doświadczenie. Ustalenie swojego wydatku energetycznego, pozwoli nam dostosować swoją dietę. Jeżeli już mamy cyferki, wiemy ile mniej więcej powinniśmy jeść. Też nie namawiamy Was do tego, aby później liczyć kalorie w nieskończoność, ale przez jakiś czas jeść tyle, ile nasz organizm będzie nam podpowiadał.

Możemy sobie zrobić tak, że na początku zaczniemy sobie jeść tyle, ile podpowiada nam organizm. Czyli jestem głodna – jem, nie jestem głodna i nie mam apetytu jakiegoś dużego – nie jem i tyle.

Jeżeli mam apetyt to też sobie jem jakąś przekąskę, ale ustalam, że na przykład będę jadł 4-5 posiłków, żeby to miało ręce i nogi. Organizuję sobie dietę w ten sposób, wprowadzam dietę normokaloryczną, sprawdzam sobie na początku ile mniej więcej intuicyjnie jem. Jeżeli to jest ilość dużo niższa, to dobijam kalorie i patrzę, czy zmienia mi się masa ciała. Jeżeli z kolei jest to ilość dużo większa, to obserwuję sobie, czy w przeciągu tygodnia moja waga się zwiększyła. Jeżeli się nie zwiększa, to znaczy, że prawdopodobnie jem tyle, ile potrzebuję, więc jem tyle ile podpowiada mi apetyt – więcej, a jeżeli jest za mała, no to dobijam kalorie i tyle.

Powiem Wam, że najlepiej jest też, jeżeli jemy za mało, a byliśmy na milionie diet, to prawdopodobnie tak będzie, że intuicyjnie będziemy jeść za mało, bo podświadomie będziemy się ciągle ograniczać, prawda?

W takim wypadku jestem za tym, żeby wprowadzić sobie taką dietę normokaloryczną i pilnować się, żeby jeść odpowiednią ilość kalorii przez jakieś 2-3 miesiące. Po tym czasie możemy spróbować nie liczyć tego i zobaczyć czy już wyrobiliśmy sobie nawyk jedzenia więcej. To, czego możemy się spodziewać to są 3 rzeczy, które możemy zaobserwować po wprowadzeniu takiej diety normoenergetycznej. Po pierwsze możemy – i to jest coś, czego się boi większość osób – bo większość osób boi się jeść tyle, ile potrzebuje, bo boją się, że od razu będą tyć. Pamiętajcie, że zwiększanie ilości kalorii w diecie, zazwyczaj jeżeli byliście na deficycie, będzie wiązało się też z tym, że jecie więcej węglowodanów, więc naturalnie będziecie glikogen mięśniowy magazynować w mięśniach razem z wodą. W tym momencie Wasza masa ciała troszeczkę może wzrosnąć.

Więc przyjmijcie sobie bufor, że kilogram do półtora kilo, to jest mój bufor i jeżeli masa ciała mi o tyle wzrośnie przez pierwsze 2 tygodnie, to absolutnie nic z tym nie robię, tylko kontynuuję swój test.

Tutaj korzyści są takie duże, że naprawdę kilo do półtora, to – mówię już o takiej wyższej granicy wręcz – to nie ma totalnie znaczenia. Z moich obserwacji bardzo często jest tak, że jak ktoś nie dojadał na początku, waga wzrasta o kilogram około, a później nagle zaczyna spadać albo się normować po prostu, bo organizm początkowo łapie, bo myśli, że zaraz mu utniemy, tak? Więc on robi taką trochę retencję, trochę nie wie czego się spodziewać, ale utrzymując dalej tą dietę normokaloryczną zdobywamy jego zaufanie i on ustabilizuje się na takiej przemianie materii. Mniej więcej tak to wygląda. Więc, po pierwsze masa ciała może nam podskoczyć kilogram do półtora. Zwykle jest to kwestia wody i glikogenu mięśniowego. Po drugie może masa ciała nam spaść. Może to wynikać z tego, że jeżeli byliśmy wcześniej w deficycie, to po prostu zleci nam retencja i nagle zobaczymy ile schudliśmy na tamtym deficycie. Więc to nie jest tak, że dieta normokaloryczna nagle magicznie będzie powodować odchudzanie. Nie, nie, nie. Ale może powodować whoosh effect, o którym też pisałam na blogu, w związku z czym będzie po prostu masa ciała nam spadać. Kolejna rzecz, którą można zaobserwować, to jest to, że będzie nam na początku trochę ciężko dojeść. Dotyczy to zwłaszcza osób aktywnych fizyczne, które mają dosyć wysokie zapotrzebowanie i warto się troszeczkę zmusić, wybierając produkty o dosyć niskim indeksie sytości, po to aby dać szansę organizmowi dostosować się do tego. Powiem wam, że bardzo często nawet wprowadzając deficyt energetyczny, osoby które przechodzą na dietę rozpisaną przeze mnie, oni nie są w stanie na początku tego przejeść a później się przystosowują po tygodniu i już jest dla nich to normalna dieta. Normalnie się czują i nie są wręcz w stanie sobie wyobrazić, że mogły jeść takie małe porcje wcześniej. Także bardzo polecam.

Poza tym to są rzeczy właśnie, których możemy się spodziewać. Oczywiście spodziewajmy się też tego, że wzrośnie nam energia, poczujemy się po prostu lepiej. Te wszystkie zalety, o których mówiłam wcześniej. I teraz tak. Jeżeli już sobie wprowadziliśmy taką energetyczność, a mamy takie podejście, że patrzymy na to dokładnie, jakie produkty spożywamy, to zachęcam mocno do tego, abyśmy wprowadzili też 1, 2, 3 posiłki luźne w ciągu tygodnia, takie luźne posiłki – ja to nazywam zawsze posiłek luz w diecie – w którym możemy sobie pozwolić dosłownie na to, co tylko mamy ochotę. Nie wykluczam tutaj żadnych burgerów, pizzy, frytek, cokolwiek tylko chcemy, ale chodzi właśnie o to, żebyśmy dali bufor w głowie taki, że w sumie jemy sobie tyle, ile potrzebujemy, to nie będziemy mieć po pewnym czasie tendencji do tego, aby się objadać frytkami.

No bo nasz organizm dostaje wszystko, czego potrzebuje na co dzień, więc on nie będzie raczej skłonny do tego, aby zaliczać napad na fast foody czy niezdrowe produkty. Dlatego dajemy mu po prostu te produkty, aby on sobie zobaczył no fajnie, nic takiego, ale okej, mam parę tych posiłków w ciągu tygodnia, gdzie mogę sobie zjeść, co tylko chcę, więc też automatycznie nasze podejście do tego się zmienia.

Jest luźniejsze, nie mamy takiego uczucia, że Boże teraz jestem przed kolejnym deficytem energetycznym, więc muszę się nawpierdzielać teraz, bo przyjdzie okres, gdzie będę mieć cudowną, wymuskaną dietę, w której nie będzie miejsca na żadne odstępstwa. Rozumiecie co mam na myśli?

Celem jest zmiana podejścia do diety, dlatego tak cisnę na te dobre, złe produkty, zdrowe, niezdrowe, jakieś wyrzuty sumienia – tego nie powinno w ogóle być w stosowaniu naszej diety. Bo dieta to jest, tylko dieta.

Na takiej uregulowanej diecie możesz jeść wszystko. Twoim celem jest oczywiście oparcie diety o produkty niskoprzetworzone o wysokiej wartości odżywczej, czyli takiej która zawierają dosyć dużo składników mineralnych, ale bez przesady, żadne wpadanie w skrajności nie będzie nigdy dla Ciebie dobre. Po wprowadzenie tego wszystkiego, obserwuj po prostu swoją masę ciała. Nie obsesyjnie oczywiście, ale zobacz czy, masa ciała Ci wzrasta jakoś dużo, bo być może wtedy określiłeś swoje zapotrzebowanie na energię zbyt wysoko, to jest bardzo możliwe też. To po pierwsze. Nie wprowadzaj zmian, nie reaguj na to, że waga Ci wzrasta, to się wycofujesz z eksperymentu, bo tyję, to muszę przejść na dietę. Uspokój się, zaufaj sobie, zaufaj swojemu organizmowi i zobacz co się stanie.


W dzisiejszym spotkaniu to na tyle. Mam nadzieję, że troszeczkę Was zainspirowałam tym, aby wyluzować i wdrożyć dietę normokaloryczną. To jest dieta, która jest magiczna w moim odczuciu, a bardzo mało osób dąży do tego, aby ją zastosować. Myśli o niej jak o takiej wymarzonej diecie, gdzieś w przyszłości, po wszystkich redukcjach świata, jak już osiągnę wagę XX, zamiast ją zastosować teraz i czuć się po prostu dobrze. Zastanówcie się nad tym, skomentujcie mi dzisiejszy odcinek, dajcie znać czy Wam się podobało. Będzie mi bardzo miło jak mnie oznaczycie w social mediach (dieta sportowca – naturalne żywienie dla sportowców) i tak dalej. Jeżeli podobał Wam się odcinek, udostępnijcie to, że słuchacie. Może zainspirujecie kogoś, powiedzcie swoim znajomym, których może to też zainteresować i zainspirować do zmian, i do wyjścia z diet redukcyjnych. Na to będzie później czas. Spokojnie. No chyba, że macie duży problem z otyłością, no to wtedy skontaktujcie się ze specjalistą, który pomoże zrobić Wam to w racjonalny sposób. Dzięki i do usłyszenia. Pa!


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X